Rano ruszyliśmy w kierunku Bulbjerg Knude Fuglefjeld, ale za nim tam dotarliśmy rzuciliśmy okiem na ciekawy bunkier, w którym można zamieszkać. Pełni on oficjalnie funkcję schronu turystycznego. Posiada dwa pomieszczenia, z których największe, wyposażone jest w długi stół i piec opalany drewnem. Z bunkra może korzystać każdy bezpłatnie.




Bulbjerg to wapienny klif składający się z wapienia mszywiołów, który leży nad Morzem Północnym w północno-zachodniej Jutlandii i osiąga wysokość około 47 m. Od epoki kamienia aż do początków naszej ery Bulbjerg była wyspą na morzu, która wówczas pokrywała część Thy. To właśnie w tym okresie powstały strome klify przybrzeżne na zachodzie i północy. Na tym obszarze odkryto osady z epoki kamienia i brązu.













Na klifie można zobaczyć kolejny bunkier należący do Stützpunktgruppe Bulbjerg – Artillery support point.
Jesienią 1942 roku armia niemiecka rozpoczęła budowę twierdzy obronnej przy głównej drodze o długości 2 km. na południowy wschód od Bulbjerg. W tym miejscu w terenie utworzyło się naturalne wąskie gardło, przez które musiał przechodzić cały ruch ze wschodu na zachód. W twierdzy zbudowano ponad 25 bunkrów do obrony przed piechotą i czołgami. Cały teren wyposażono w okopy przeciwczołgowe i bariery z drutu kolczastego, które optymalizowały ostrzał z poszczególnych stanowisk.
Dziś nadal można zobaczyć liczne bunkry i wykopaliska, a w bunkrze załogi na szczycie Bulbjerg znajduje się wystawa.





Ujechaliśmy kawałek, by znowu podziwiać kolejny zespół bunkrów – Vigsø Battery. Dobrze że te wszystkie bunkry leżą na plaży, to dziewczyny się nie nudzą, spacerują, zbierają muszelki, a ja mogę podziwiać budowle Wału Atlantyckiego. Ale muszę przyznać, że fortyfikacje z II wojny światowej, też je zainteresowały.
W ramach wału atlantyckiego Niemcy w 1941 roku zbudowali baterię przybrzeżną w Vigsoe. Baterię dział umieszczono w pierwszym rzędzie wydm, aby chronić prawą flankę baterii dział w Hanstholm. Początkowo cztery 105 mm. działa umieszczono na otwartych trybunach, a załogę kwaterowano w koszarach. Pod koniec 1942 roku armia niemiecka rozpoczęła budowę bunkrów ochronnych. Po ukończeniu działa umieszczono w kazamatach (R671), zbudowano jeden bunkier do kierowania ogniem (R636) i kilka dla załogi działa. Znajdowały się tu także dwa magazyny amunicji oraz bunkry dla dział przeciwlotniczych i obrony punktowej obiektu. W Danii armia niemiecka zbudowała 11 niemal identycznych baterii dział, jak ta w Vigsø. Całość wyposażona w cztery 105 mm. karabiny, które Niemcy znaleźli we Francji, a wszystkie miały takie same bunkry i układ. Większość bunkrów znajduje się dziś na plaży lub w wodzie, ale nadal można zobaczyć rozległe prace ziemne na wydmach za baterią dział.




















Ostatnim punktem tego dnia było miasto Hanstholm. Robiąc zakupy przed biwakiem w markecie, spotkaliśmy mieszkających tu Polaków, którzy polecili nam świetną i tanią jak na duńskie warunki tawernę rybną. Obiadokolację będziemy mieli z głowy. Udaliśmy się na widokowy parking nad samym morzem, gdzie planowaliśmy nocleg.



Tuż obok parkingu jest Skulpturplads – grupa dwóch rzeźb z grenlandzkiego granitu przedstawiająca rybaka i jego żonę. Znajduje poniżej wzgórza z bunkrami, przy drodze do portu.





Jednak największą atrakcją Hanstholm jest Hanstholm Fortress. Twierdza Hanstholm była dużą fortyfikacją przybrzeżną, zbudowaną przez nazistowskie Niemcy w Hanstholm w północno-zachodniej Danii podczas II wojny światowej. Pozostałości twierdzy to obecnie muzeum II wojny światowej. Twierdza Hanstholm była częścią Wału Atlantyckiego, a jej głównym celem było pilnowanie wejścia do Skagerrak wraz z twierdzą Vara w Kristiansand w południowej Norwegii oraz rozległymi polami minowymi w Skagerrak. Twierdza dysponowała szeroką gamą artylerii, od średniej wielkości dział 17 cm SK L/40 do czterech dział 38 cm SKC/34 o wadze 110 ton każda. Twierdzy bronił 118 batalion artylerii niemieckiej marynarki wojennej.
































Schodząc do portu napotkaliśmy kolejne współczesne rzeźby i już za chwilę byliśmy w ciepłej, przytulnej tawernie. Oprócz restauracji był tu też sklep rybny i lokalne destylaty. Jedzenie okazało się naprawdę super i w przystępnych cenach.












Najedzeni wróciliśmy do kampera odpocząć i zaplanować kolejny dzień.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
