Dziś mieliśmy w planach Madryt, ale zanim dojechaliśmy w pobliże miasta, zanim zrobiliśmy zakupy, bo jutro niedziela, to zrobiło się południe. Z miejsca gdzie będziemy operować jest jeszcze 45 minut jazdy autobusem do centrum Madrytu. Ostatecznie więc zwiedzanie przełożyliśmy na kolejny dzień.
Miejscem do atakowania Madrytu jest miasteczko Pinto. Jest tu bezpieczny ogrodzony kamper park, więc nasz domek będzie bezpieczny jak ruszymy na cały dzień w miasto.



W sąsiedztwie jest centrum handlowe, więc poszliśmy chwilę połazić po sklepach. Kasi już się trochę znudziło wyszywanie, więc zakupiła sobie druty i wełenkę dla odmiany.

Szybki obiadek i skoro tu dwa dni pomieszkamy, to wypada zobaczyć też miasteczko. Miasto może nie powala, ale znajduje się w geograficznym środku Półwyspu Iberyjskiego. Stąd jego nazwa, która pochodzi od łacińskiego punctum, czyli „punkt”. Obecnie w parku Egido de la Fuente znajduje się monolit, który opowiada legendę i wskazuje Pinto jako geograficzny środek Półwyspu Iberyjskiego. Ponadto jest tu Wieża Eboli. Klasztor zbudowano w XIV wieku i więziono w nim księżniczkę Éboli. Stara fabryka czekolady (Colonialna). Zbudowano ją w 1866 roku, a do dziś zachowały się jedynie trzy elementy: komin, dom czekolady, obecnie używany jako ratusz, oraz jeden z magazynów, w którym mieści się szkoła dla dorosłych.



























Jeszcze przed obiadem na parking zajechali Polacy, więc ucięliśmy sobie z nimi dłuższą pogawędkę, a wieczorem zaprosili nas do siebie na dalsze pogaduchy. O 23 się zawinęliśmy, bo zmiana czasu, a na Madryt trzeba się wyspać i odpocząć, bo trochę kilometrów będzie do zrobienia.
Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
