Nie, to nie żart 🙂 Najpierw upalna Rumunia, gdzie nie szło odpocząć, nawet jak nic nie robiliśmy. Teraz w Bieszczadach trzeba trochę pojeździć biznesowo i dziś rano stwierdziliśmy, że jak to wszystko skończymy, to pojedziemy na urlop. Urlop od zwiedzania, pracy i wszystkiego. Znajdziemy fajne odludne miejsce i posiedzimy z tydzień by się wynudzić i złapać energię. Ale zanim to nastąpi, to jeszcze kilka dni takich, których za bardzo nie ma co opisywać.
Rano z Bartkiem ruszyłem na objazd klientów, Kasia została w hotelu i księgowała, bo nie było sensu, by z nami jeździła. Gdyby nie przerwa na papierosa przy punkcie widokowym w Lutowiskach, to nie miał bym za bardzo zdjęcia, żeby dodać do dzisiejszego wpisu.




Wróciliśmy z objazdu koło 18, Bartek został w hotelu, a my na nocleg na Otaczarnie, bo mamy tam najbliżej. Zarówno Kasia, jak i ja byliśmy tak zmęczeni, że chwile posiedzieliśmy na powietrzu i po 20 już uciekliśmy do kampera. Nawet nie skusiło nas ognisko.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
