Dzień 13 – I faktycznie pechowy, cały dzień leje

Rano nie wytrzymałem i jak Kasia jeszcze smacznie spała, ruszyłem do lasu zatroszczyć się o śniadanie. Na zachodzie świta dużo później, więc dopiero grubo po 8 zrobiło się na tyle widno, by iść na grzyby. Oczywiście żal było po kilku minutach opuścić las, ale musiałem się powstrzymać i zebrać tylko ilość śniadaniową. A serwowałem dziś jajecznicę na rydzach i prawdziwkach. Po śniadaniu zgodnie stwierdziliśmy, że grzybów na razie mamy dosyć. Oczywiście chodzi o ich konsumpcję trzy dni pod rząd, bo zbierać byśmy mogli codziennie, to się nam nie nudzi.

Po śniadaniu obraliśmy kierunek na miasto Lörrach, bo miała tam dziś przyjść przesyłka do nas na paczkomat. Są tu też okazałe ruiny zamku, które dziś jednak odpuściliśmy z powodu deszczu. Będzie chyba okazja jutro, bo paczka nadal nie zameldowała się w paczkomacie, choć planowo miała być dzisiaj. Więc jutro musimy na nią poczekać, więc i pewnie zamek zobaczymy. Na biwak stanęliśmy nad miastem, z widokiem na Szwarcwald. Deszczową pogodę wykorzystaliśmy na pracę, bo spłynęło już sporo dokumentów. Wieczorem nawet na krótką chwilę wyszło słońce, a jutro ma być już bardziej pogodnie. Miejsce mi się spodobało, bo rosną tu dwa ogromne orzechy włoskie. Jadłem trzy dni grzyby, teraz będę jadł kolejne trzy dni orzechy włoskie. Jak to się skończy? Zobaczymy, to i to ciężkostrawne 😉

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.