Rano zrobiliśmy sobie jeszcze spacerek nad Jezioro Razim, na koniec kamienistego molo. Opróżniliśmy wc, bo na parkingu były toj tojki i ruszyliśmy dalej na południe.


















Jadąc z drogi podziwialiśmy majestatyczne ruiny zamku Enisala. Pominęliśmy go, gdyż ja miałem okazje być tam już kilka razy, Kasia też już go zwiedzała. Zamek Enisala wznosi się na wzgórzu o wysokości ok. 120 metrów nad poziomem morza. Twierdza została zbudowana w XIV wieku prawdopodobnie przez Bizantyjczyków lub Genueńczyków, którzy w tym czasie kontrolowali handel na Morzu Czarnym. Miała chronić szlaki handlowe i porty w Dobrudży. W drugiej połowie XIV w. zamek był używany przez Wołochów (księstwo wołoskie Mirczy Starego) i służył jako punkt obronny przed Tatarami i Turkami. Po zdobyciu Dobrudży przez Imperium Osmańskie (około 1416 r.) twierdza stopniowo traciła znaczenie i została opuszczona.

Zatrzymaliśmy się też przy Mânăstirea Sfântul Ilie, ale klasztor nie był zbyt ciekawy, a cerkiew nowa. Kamień węgielny pod budowę pierwszego budynku nowej mânăstirea został położony w dniu święta Proroka Ilie, czyli 20 lipca 2004 roku, przez arcybiskupa Teodosie z Tomis. Wcześniej teren oraz idea klasztoru wiązały się z pamięcią o antycznej Histrii — starożytnej cesarskiej oraz biskupiej osadzie paleochrześcijańskiej, z kilkoma bazylikami. To z tej tradycji czerpie nowy klasztor. W 2006 roku cztery mniszki przybyły, by założyć wspólnotę monastyczną w tym miejscu. Pierwsze świętowanie hramu (święto patronalne) odbyło się 21 listopada 2009 r., po ukończeniu prac nad kościołem-głównym.




W powietrzu czuć było już zapach Morza Czarnego. Na biwak wybraliśmy plażę Vadu, już dzieliło nas od niej kilkaset metrów, gdy droga wjechała do wielkiego rozlewiska. Niedawno nieźle tu padało, i były lokalne podtopienia. No nie będziemy ryzykować przejazdu przez tą wielką kałużę 😉


Cofamy się trochę i wybieramy drugi dojazd nad brzeg morza. Tym razem nam się udało i osiągnęliśmy cel. Ustawiliśmy kampera, tak by nas osłaniał od wiatru i wróciła namiastka lata. W cieniu 22 stopnie, a na słońcu aż za gorąco. Wróciły krótkie spodenki. Jednak woda w morzu już się wychłodziła i nie zachęca do kąpieli. Tak jak i ogromne meduzy, które zaanektowały plażę. Kiedy tak cieszyliśmy się słońcem, muchy cieszyły się gościnnością naszego kampera. Gdy się zorientowaliśmy, że mamy otwarte drzwi, było juz za późno, wszystkie muchy z Delty Dunaju rozgościły się w naszym domku. Oj było trochę walki, by je wyprosić, to co się nie dały, poległy.



































Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
