Skoro Andrzej jechał do nas aż 200 km z Paryża, żeby się spotkać, to postanowiliśmy spędzić z nim weekend. Chłopisko nie przepada, za chodzeniem po zamkach, a tym bardziej kościołach, więc stwierdziliśmy, że znajdziemy jakieś fajniejsze miejsce na biwak niż to, w którym się spotkaliśmy i posiedzimy do niedzieli. Bo miejsce w którym byliśmy miało wszystko, tylko nie cień, a we Francji nastały upały.

Andrzej już trochę lat siedzi w tej Francji, więc się przyzwyczaił do tutejszych mizernych śniadań. Zamiast nasze pyszne grzanki z bekonem i cheddarem, wolał swoje płatki na mleku 😉




Po śniadaniu poczekaliśmy tylko na Parchatkę, aż wróci z myszką z porannego spaceru i pojechaliśmy do La Charité-sur-Loire zrobić zaopatrzenie na dwa dni. Swoją drogą piękne miasto, więc wrócimy tam w niedzielę je zwiedzić.
W wiosce Chazué znaleźliśmy przyjemne miejsce nad stawem, które oferowało sporo cienia i tu postanowiliśmy spędzić weekend.




Tego dnia o obiad zatroszczyła się Kasia i zaserwowała nam makaron z wołowinką i parmezanem. Makaron trochę nietypowy jak do tego dania, ale ważne, że było pyszne.

Potem już tylko lenistwo i pogawędki. Nawet Parchatka już głupawki dostawała i myślała, że jest drevni kocurem. A wieczorem poszła w cholerę i do kampera wróciła w nocy jak już spaliśmy.



Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
