Dzień 535 – Urodziny w Termopilach

Z rana diabły musiały nieźle napalić w kotłach pod źródłami termalnymi, bo woda parowała, jak by się gotowała. Ale to niestety za sprawą chłodnego poranka. Noce są tu jednak trochę chłodniejsze niż na Peloponezie, ale w dzień już ciepło jak w Polsce latem.

My z kąpielami wstrzymaliśmy się jak już wyjdzie słońce i zrobi się ciepło. Spokojnie zjedliśmy śniadanie, wypiliśmy kawę i poszliśmy na pierwsze moczenie. Dziś mam urodziny, więc robimy sobie wolne od pracy i zamiast imprezy, bawimy się wodach termalnych.

Po jakiś dwóch godzinach mamy już trochę dosyć i wychodzimy na małą przerwę. Puścimy tez trochę koty. No ale Apollo po jakimś czasie przynosi w pysku wielką skolopendrę. Ukoszenie tego paskudztwa potrafi zabić kota. Więc je pacyfikujemy i zamykamy jednak w kamperze. Obserwujemy Apolla, czy dobrze się czuje, czy go nie dziabnęła, ale jest ok.

Odpoczęliśmy trochę i znowu do wody. Tym razem już z piwkiem, też na dłużej. Na zewnątrz już gorąco, więc siedzimy w zacienionej części jeziorka. W sumie fajnie spokojnie, pomimo soboty, tylko od czasu do czasu ktoś wpada na kąpiel. Mamy więc wodę praktycznie tylko dla siebie.

Woda wyciąga wszystkie siły, ale też i wzmaga apetyt. Więc kończymy pluskanie i idziemy do kampera. Puszczamy ponownie koty, może tym razem nie przyniosą jakiś jadowitych stworów. Kasia szykuje dziś polski obiad, czyli schabowe, ziemniaczki i mizerię.

W sumie po obiedzie jeszcze rozważaliśmy kąpiele, ale chyba nas ta woda wykończyła. Najpierw ja poszedłem zalegiwać, a potem Kasia odleciała w ramiona Morfeusza. Koty wróciły dopiero po zmroku, trochę pooglądaliśmy TV i po wieczorynce poszliśmy spać 😉

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.