Oczywiście Parchatka w nocy też się nie pojawiła. Musimy się pogodzić, że jej już nie ma. Rano napaliłem w kominku, bo na śniadanie zaplanowana była kaszanka z kapustą kiszoną. Posiłek na zewnątrz, bo wyszło słońce i zrobiło się przyjemnie.


Po śniadaniu miała być praca, zdążyliśmy wypić kawę, Kasia próbowała dodzwonić się do ZUSu, gdy nawiedził nas znowu Łukasz. No to siedzimy i gadamy zamiast pracować 😉

Gdy już zostaliśmy sami, Kasia wbiła do kampera pracować, ja się zabrałem za ognisko i grilla. Dziś filety z udka kurczaka. W międzyczasie zadzwonił kolega Andrzej, bo dotarł już w Bieszczady, no tak będzie dzień odwiedzin 😉 Andrzej jednak zapowiedział się dopiero jutro, bo pod drodze odwiedził znajomych. Z przerwą na grilla udało się jednak coś popracować. W międzyczasie nawet Kasia zdążyła wykorzystać kapustę kiszoną, która została z rana i przesmażyła ją z boczkiem, będzie jutro gotowy obiad, przyda się bo jutro ma padać, więc grill raczej odpada.




Tak zleciał dzień. Dosyć szybko poszliśmy spać, jakoś nie możemy ostatnio wypocząć. Jutro zobaczymy, albo zostaniemy jeszcze jeden dzień na miejscu, albo gdzieś przeskoczymy.
Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
