Dziś zapowiada się kolejny upalny dzień, choć w prognozie po południu zapowiadają burze. Rano w końcu odpalam kosę spalinową i pierwsze koszenie. Tym sprzętem idzie już ładnie. Wykaszam trochę wjazd i dojazd pod dom dla kurierów, bo rozjeżdżają całą łąkę, a teraz zakupów co nie miara.


Wstaje Kasia i jedziemy od razu do Włodawy. Musimy zrobić zakupy spożywcze i przemysłowe. W Lidlu i w Action wpadam na stoisko z narzędziami i szaleję, bo tak naprawdę nawet młotka nie mam. Wszystkie narzędzia zostały we Wrocławiu, a jechać teraz specjalnie po nie, to jednak taniej wyjdzie kupić. Zresztą tam też kiedyś będą potrzebne. Koszyk się więc zapełnia, od młotka, poprzez różne elektronarzędzia po odkurzacz. Kasia dokłada sprzęt czyszczący, mopy szczotki i inne szpeje. Z nieba leje się żar, ale kupiliśmy sobie kurtynę z mgiełką wodną pod pergolę i robi to fajną robotę.
Kasia szykuje jakieś jedzonko, a ja wbijam z kosą spalinową w łąkę. Idę jak burza. Wykosiłem już kawał podwórka i pas wzdłuż drogi, bo chcemy już wysadzić miskanta, który osłoni nas dosyć szybko od drogi.

Nadciągają burzowe chmurzyska i zaczyna lać. Pierwsza ulewa, więc idę na strych zobaczyć szczelność dachu, ale jest ok, nigdzie nie przecieka, za to rynny do czyszczenia, bo deszczówka się nimi przelewa, a odpływami ledwo co leci.
Trochę przestaje padać, to idziemy wysadzać miskanta, ale co chwilę nadchodzą nowe chmury, więc co kilka sadzonek się chowamy pod dach.

Przychodzą poznać się i pogadać kolejni sąsiedzi z wioski, więc praca znowu idzie powoli. Ale mamy kolejne źródło wiejskich jajek. Kasia wraca z zestawem dwudziestu.
Do końca dnia już pogoda w kratkę, więc dziś już nie poszalejemy, może i dobrze, bo z dnia nadzień odczuwamy coraz większe zmęczenie. Robimy sobie na dziś fajrant i trochę odpoczywamy. Kasia jeszcze twardo siedzi, a ja można powiedzieć po dobranocce idę spać 😉
Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
