Z powodu wyjazdu w Beskid Sadecki trzy dni nie byłem w lesie. Skoro świt więc wsiadłem w Paskudka i pojechałem testować kolejny las.



Długo już nie padało, więc w lesie susza, ale jak się trochę pochodzi, to coś tam do torby wpadnie.

















Po powrocie zostało obieranie przy porannej kawce,


Powoli trzeba się brać za malowanie i kitowanie okien, a część trzeba oszklić. Okna dubeltowe musiałem ściągnąć ze strychu. Sporo jest bez szyb, więc po niedzieli zawiozę je do szklarza.

Odwozimy Bartka do Włodawy, bo jedzie na jakiś maraton na Podlasie i ktoś ma tam go zabrać. Przy okazji robimy zakupy. Po powrocie do domu kończę półki do spiżarni, wczoraj je dociąłem, a dziś trzeba pomalować.

Pod wieczór zajechał do nas kamper, więc w weekend nie bedziemy sami.

Na koniec dnia jeszcze dwie borówki amerykańskie wylądowały w dołkach i to tyle na dziś, bo zaczęło padać.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
