Powoli nasza wyprawa dobiegła końca. Rano gdy wszyscy już byli spakowani, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i ekipa ruszyła w stronę domów.

My jednak mieliśmy dzień więcej wolnego, więc postanowiliśmy zostać dzień dłużej na ziemi rumuńskiej i kierując się w stronę domu jeszcze coś zobaczyć. Pierwszym naszym przystankiem była Ulpia Traiana Sarmizegetusa. To pozostałości największego rzymskiego miasta w Dacji. Colonia Ulpia Traiana Augusta Dacica Sarmizegetusa powstała za czasów cesarza Trajana, który po zwycięstwie nad Dakami i śmierci wodza Decebala, postanowił wybudować tu nową osadę, która miała zastąpić starą i zniszczoną dawną stolicę i fortecę Sarmizegetusa Regia. Początkowo powstał tu Piąty Legion Macedoński i osada została zasiedlona przez weteranów wojen dackich. Miasto szybko się rozrosła i na terenie 30 hektarów mieszkało wtedy tu około 35 tysięcy osób. W II i III wieku było to ważne centrum administracyjne i religijne rzymskiej Dacji. Na owe czasy miasto było bardzo nowoczesne, posiadało nawet amfiteatr z obrotową sceną, który mieścił aż 5 tysięcy widzów. Ulpia Traiana Sarmizegetusa została zniszczona przez Gotów. I do dziś zachowały się tylko ruiny, które należą do najbardziej spektakularnych miejsc wykopaliskowych w Rumunii.








Kolejnym przystankiem była cerkiew pw. św. Mikołaja w Densuş. Leży ona w Górach Poiana Ruscă, w pobliżu miasta Haţeg. Cerkiew pw. św. Mikołaja to jedna z najstarszych tego typu budowli w Transylwanii. Trzynastowieczną cerkiew zbudowano na wzór romańskiego kościółka, a do budowy użyto materiałów pochodzących z pobliskiego Ulpia Traiana (Sarmizegeutusa), która była dawną stolicą rzymskiej prowincji Dacji. Nawet mało wprawne oko zauważy, że okrągłe okna wykonane są z rzymskich rur kanalizacyjnych, mury kryją elementy kolumn i kamienne płyty, z pod których „wychodzą” łacińskie inskrypcje.
Budowla ma 30 m długości, 8 m szerokości i 18 m wysokości. Wewnątrz zachwyt wzbudzają stare freski datowane na XV w. Również i tutaj wszechobecne są rzymskie pamiątki, jak choćby ołtarz wykonany z płyty nagrobnej, z której usunięto tylko inskrypcje. Niestety wewnątrz nie można filmować i fotografować, pilnuje tego mnich, który sprzedaje tu dewocjonalia. Cerkiew w Densuș pretenduje też do wpisania jej na Światową Listę UNESCO.







Będąc w tej okolicy obowiązkowo trzeba trzeba odwiedzić jeden z najbardziej popularnych w Rumunii zamków, czyli Castelul Corvinilor. Na początku istniała tu niewielka twierdza obronna, zaś przebudowę na zamek zainicjował w połowie XV wieku wojewoda siedmiogrodzki Jan Hunyady, zwany Przeklętym Jankiem. Następnie rozbudowę oraz nadanie renesansowego stylu, zamek zawdzięcza synowi Jana – Maciejowi Korwinowi, który w latach 1458 – 1490 był królem Węgier. Kolejnym modyfikacjom w stylu barokowym, zamek został poddany w XVII wieku, za sprawą Gábora Bethlena – księcia Siedmiogrodu. Wysokie, pionowe mury, strome dachy i strzeliste wieżyczki, nadają zamkowi wygląd fortecy, lecz faktycznie był rezydencją królewską, a nie obiektem militarnym.
W zamku byłem już kilka razy, więc Kasia poszła sama zwiedzać zamkowe wnętrza.


Ostatnim punktem do zwiedzenia tego dnia była cerkiew Veche Strei. Znajdziemy ją u podnóża gór Poiana Ruscă, niedaleko miasta Hunedoara słynącego z ciekawego zamku, w wiosce Strei. Cerkiew ze Strei i cerkiew z Densuș uważane są za najstarsze tego typu budowle w Transylwanii. Obie cerkwie wybudowano w stylu romańskim i obie mają też podobne stożkowe zwieńczenie wieży. Do cerkwi w Strei wchodzimy przez wieżę, której portal zdobią polichromie. Nawa ma kształt prostokąta, a absyda jest kwadratowa. Freski, które tu się zachowały należą do najcenniejszych malowideł średniowiecznych w Rumunii i są datowane na XIV wiek. Natomiast na zewnątrz można jeszcze znaleźć kamienne bloki z rzymskimi inskrypcjami.


Na tym zakończyliśmy program zwiedzania na tym wyjeździe. Pozostało jeszcze podjechać trochę na północ w pobliże granicy z Węgrami na ostatni biwak i nazajutrz wrócić do Polski. Na biwak wybraliśmy mało znane pasmo Codru Moma. Już sami chłonęliśmy ostatnie rumuńskie krajobrazy i umawiając się na kolejną wyprawę, która miała się rozpocząć już za miesiąc. Był to już wcześniej planowany trip do Bułgarii. Jednak Rumunia tak spodobała się Kasi, że na jednym wyjeździe na pewno się nie skończy…







Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
