Co tam u nas słychać? Powoli wyprowadzamy się z mieszkania, które będziemy wynajmować. Z ciężkim sercem sprzedaliśmy naszego Dusterka, który dzielnie nas woził przez wile lat na fajne wyprawy i pełnił kiedyś rolę mini kampera. Jednak trzymanie dodatkowego samochodu pod blokiem było bez sensu. Kamper natomiast na warsztacie jest szykowany na kolejny długi trip. Przegląd, asekuracyjna wymiana niektórych podzespołów, które mogą odmówić posłuszeństwa, wiadomo wszystkiego nie da się przewidzieć, ale ryzyko usterek zawsze można trochę zmniejszyć. Nowe oponki na przód i trochę innych modyfikacji. Coraz więcej spraw do załatwienia odhaczonych, ale jeszcze sporo zostało do załatwienia, ale mamy nadzieję, że uda nam się w przyszłym tygodniu rozpocząć kolejną przygodę.


Gdzie tym razem ruszymy? Początkowo miała być Turcja, ale kraj ten, choć podpisał już wstępną umowę ze starlinkiem, to nadal oficjalnie z internetu satelitarnego nie można tam korzystać. Oczywiści działa tam, ale istnieje ryzyko, że przy dłuższym pobycie, dostawca może wyciągnąć konsekwencje. Stwierdziliśmy, że Turcję przełożymy na kolejną zimę. Potem przez chwilę był plan na Grecję, ale Grecję już wcześniej trochę zwiedziliśmy, więc ostatecznie padło na Hiszpanię i Portugalię.
Zakładaliśmy, że spędzimy tam 7 miesięcy, bo jakieś tam nasze sprawy, ograniczały czas pobytu poza Polską do takiej długości. Powstał już wstępny plan, który w większości obejmował wybrzeże, bo to będzie zima i interior hiszpański może być o tej porze trudniej dostępny i pogodowo mniej gościnny.
365 dni 🙂 Wczoraj się okazało, że jakieś nasze sprawy się wyprostowały i możemy sobie już pozwalać na roczne wyjazdy. Zresztą po roku musimy i tak na chwilę wrócić do kraju, by zrobić choćby przegląd techniczny kampera. Skoro mamy tyle czasu, to zweryfikowaliśmy plany i zimą zrobimy sobie wybrzeża, a na wiosnę wbijemy w interior.
Kiedy jeszcze myśleliśmy, że w maju będziemy musieli wrócić na chwilę do Polski, to był plan, by zaraz potem wybrać się na pół roku do Wielkiej Brytanii. Ale wyspy też będą musiały poczekać. Gdyż kolejny roczny wyjazd, to będzie zapewne Turcja – Gruzja – Armenia.
Wydłużony do roku wyjazd zrodził też kolejne sprawy do załatwienia. Nawet zapas głupich leków, który był przygotowany na pół roku, będzie trzeba powiększyć o kolejne pół. Będzie trzeba zabrać ciuchy tak naprawdę na cztery pory roku. Pewnie jakieś pierdoły wyjdą jeszcze w praniu, ale pewnie damy radę 🙂
To na razie tyle, napięcie przedwyjazdowe rośnie, bo przy dobrych wiatrach, za tydzień będziemy już w trasie 🙂
Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
