Dzień 112 – Niebezpieczny klasztor

112 wschód słońca ;), śniadanie, kawa i chwila na zastanowienie co dzisiaj? Wczoraj dostałem lokalny alert pogodowy. Brzmiał on mniej więcej tak – Uwaga zagrożenie bardzo niskimi temperaturami, możliwy spadek poniżej 0. Faktycznie poranek był rześki bo tylko 3 stopnie, ale alerty bo możliwy przymrozek? No może tutaj to ekstremalne zjawisko. Odjechaliśmy już sporo od oceanu i klimat jest tu surowszy, choć w dzień jest ciepło na krótki rękawek, to noce są dosyć zimne.

W planach na dziś była Évora, ale wczoraj wypatrzyliśmy w okolicy kilka ciekawostek mniejszego kalibru. W sumie mamy jeszcze jakieś 8 miesięcy na zwiedzanie przed powrotem do Polski, więc po co się śpieszyć. Decydujemy się pokręcić po okolicy.

Nawiązując do wczorajszych plantacji dębów korkowych dziś pokażę wam jak wygląda takie drzewo okorowane. Napotkaliśmy je w drodze do Jaskini Escoural, która okazała się być zamknięta. Na miejscu wyczytaliśmy, że zwiedzanie możliwe jest po wcześniejszym umówieniu. A jak się okazało, że wewnątrz nie można robić zdjęć, więc łatwiej nam było pogodzić się z tą stratą.

Następny cel to Mosteiro de Nossa Senhora do Castelo das Covas de Monfurado – opuszczony klasztor w środku lasu korkowego. Klasztor został założony w XVIII wieku przez grupę pustelników zamieszkujących góry Monfurado. Poniósł ogromne zniszczenia podczas trzęsienia ziemi w 1755 r., a w 1834 r. został dezaktywowany na mocy dekretu o wygaśnięciu zakonów. Miejsce jest niesamowite, a zarazem tajemnicze i niebezpieczne. Porośnięte roślinnością mury, walące się sklepienia, nie czuliśmy się tu zbyt pewnie, ale warto było zaryzykować i zajrzeć do wnętrz klasztoru i kościoła.

W pobliżu klasztoru jest też ciekawa wieża Torre do Carvalhal, ale nie udało nam się jej zobaczyć, bo znajduje się na prywatnym ogrodzonym terenie. Za to zatrzymaliśmy się w wiosce Escoural, przy starej zabytkowej pralni. Trochę już zmodyfikowana, bo woda już nie jest dostarczana z potoku, lecz z wodociągu. Ozdobiona jest ładnymi muralami ze scenami, kiedy pralnia była użytkowana.

Perełką okazała się być Anta de São Brissos, czyli kaplica zbudowana na dolmenach. Dolmen datuje się na okres pomiędzy IV a III tysiącleciem p.n.e. Dolmen został przekształcony w małą kaplicę w XVII wieku. W przedsionku kaplicy znajdują się trzy oryginalne filary oraz część pierwotnego przykrycia komory. Otwór skierowany na wschód został zakryty.

W wiosce São Brissos zatrzymaliśmy się przy kościele o tej samej nazwie. Niestety był zamknięty i wyglądał na opuszczony. Jest to XVI-wieczny kościół w stylu rustykalnym z regionalnymi elementami dekoracyjnymi oraz wpływami manuelińskimi i renesansowymi. Posiada prostokątną nawę zwróconą w kierunku wschodnim, kruchtę nakrytą sklepieniem wielożyłowym w stylu manuelińskim oraz fronton zwieńczony dzwonem. Posiada wystrój wnętrz z przedstawieniami Apostołów i legendarnych biskupów Évory. Zobaczyliśmy też bociany, myśleliśmy, że już tu przyleciały, ale wyczytaliśmy, że obecnie część bocianów z Europy północnej zimuje w Portugalii a nie w Afryce.

Zwiedzanie zakończyliśmy przy Anta Grande do Zambujeiro. Jest to największy jak dotąd pomnik megalityczny znany na Półwyspie Iberyjskim. Kompleks ma średnicę 50 m i składa się z wielokątnej komory o wysokości 6 m oraz długiego korytarza prowadzącego na zewnątrz. Jest klasyfikowany jako pomnik narodowy, a skarb archeologiczny znaleziony w tym miejscu można zobaczyć w Muzeum Évora.

W pobliżu megalitów zostaliśmy też na biwak. Znowu w otoczeniu dębów korkowych. Skłoniło nas to do założenia małej uprawy w pudełku po maśle 😉 Był też odpoczynek na słonku, a po obiedzie praca.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.