Rano udaliśmy się do miasta Nazaré. Sporo słyszeliśmy pochlebnych opinii o tym miejscu, ale nas trochę zawiodło. Tak naprawdę poza fortem i małą jaskinią na plaży, to za bardzo nic tu ciekawego nie ma. Może się spodobać miłośnikom kurortów i ogromnych plaż, ale nie nam. Do tego wszędzie walały się śmieci i wyglądało to trochę jak nadmorskie miasteczko w Bułgarii.
Zwiedzanie zaczęliśmy od fortu Forte de São Miguel Arcanjo, zwany także Forte do Morro da Nazaré lub po prostu Forte da Nazaré. Pierwotna obrona tego miejsca sięga czasów panowania D. Sebastião (1557-1578), który postanowił zbudować tam fortyfikację w celu obrony wioski rybackiej na Monte da Pederneira, przez którą pozyskiwano drewno z Pinhal d’El Rey. Prace te jednak nabrały tempa dopiero za czasów dynastii filipińskiej, kiedy król Filip II (1598-1621) około roku 1600 podjął decyzję o odbudowie pierwszej twierdzy według planów zmarłego inżyniera wojskowego i architekta Giovanniego Vicenzo. Na początku XX w., w 1903 r., na jego terenie zainstalowano latarnię morską, której zadaniem było wspomaganie żeglugi na tym odcinku wybrzeża. Choć obecnie konstrukcja jest dobrze zachowana, grozi jej zawalenie na skutek zaawansowanego procesu erozji wybrzeża.










W pobliżu fortu znajdują się ogromne klify, plaże i niewielka jaskinia Gruta Forno de Orca. Położona jest dość daleko od wody, więc wejście do niej jest zazwyczaj łatwe, ale kiedy jest przypływ, fale gwałtownie uderzają w klif, a woda wpływa do jaskini.






































Teraz udaliśmy się do miasteczka, którego głównym zabytkiem jest Santuário de Nossa Senhora. Wizerunek kościoła Nossa Senhora da Nazaré przedstawia czarną dziewicę. Wyrzeźbiony w drewnie, został przywieziony z Meridy na ten oceaniczny cypel w roku 711 przez Fraya Romano, mnicha z klasztoru Cauliniana, który uciekł przed muzułmańskimi najeźdźcami w towarzystwie D. Rodrigo, ostatniego króla Wizygotów, po klęsce armii chrześcijan w bitwie pod Guadalete. Przypuszcza się, że szukali schronienia w istniejącym wówczas w pobliżu klasztoru Wizygotów, po którym pozostał kościół São Gião. Duża fasada wznosi się nad obszarem wystarczająco dużym, aby pomieścić pielgrzymów i uczestników pielgrzymki. Jest zdominowany przez dwie dzwonnice i otoczony dwoma budynkami: szpitalem i dawnym pałacem królewskim, w którym przebywali królowie i inni wysocy dostojnicy. Wewnątrz wyróżniają się XVIII-wieczne holenderskie płytki pokrywające nawę, a także malowidła w zakrystii, które opisują historię cudu, który uratował życie D. Fuasowi Roupinho, gubernatorowi Castelo de Porto de Mós, który zwyczaj polowań w tym regionie. Według legendy pewnego mglistego poranka w 1182 roku D. Fuas Roupinho gonił jelenia, gdy zobaczył, jak znika on za urwiskiem. Zaniepokojony niebezpieczeństwem poprosił Dziewicę o pomoc, a koń zatrzymał się, ratując mu życie. W dziękczynieniu D. Fuas Roupinho nakazał budowę Capela da Memória. Uważany za oryginał obraz Nossa Senhora de Nazaré znajduje się na ołtarzu kościoła i przyciąga coroczne duże pielgrzymki odbywające się 8 września.
W sąsiedztwie kościoła stoi też Ermida da Memória. Została zbudowana w 1182 roku na polecenie D. Fuasa Roupinho, szlachcica tego regionu, w podziękowaniu za to, że Matka Boża odpowiedziała na jego modlitwy, ratując go przed śmiertelnym upadkiem. Goniąc jelenia podczas polowania, koń Doma Fuasa niemal wpadł do morza, zatrzymując się w ostatniej chwili. Kaplica o skromnych proporcjach, z piramidalnym dachem, znajduje się na końcu skały, obok skały, gdzie znajduje się ślad podkowy końskiej będący świadectwem cudu. Wewnątrz panele z niebiesko-białych płytek graficznych przedstawiają objawienie Matki Bożej, gdy jeleń pogrąża się w pustce. Kaplica posiada także dolną kondygnację, czyli samą jaskinię, w której znajdował się pierwotny wizerunek Matki Boskiej, do której zwracał się D. Fuas.











































Przybyła też solniczka dla Grażynki.

Z Nazaré udaliśmy się do Alcobaça. Zajechaliśmy na tutejszy parking dla kamperów i jakoś zeszło z nas powietrze, na tyle, że spacer po mieście odłożyliśmy na jutro. Odpoczęliśmy trochę a teraz pracujemy. Miejsce dla kamperów przygotowane super. Ławeczki, punkt serwisowy, wc, woda, prąd i wszystko bezpłatnie. Bezpłatny prąd chyba kusi, bo koczuje tu sporo oszczędnych emerytów i widać, że już tu trochę stoją. Załapaliśmy się na jedno wolne miejsce.






Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
