Dzień 213 – Alarm w drugim końcu wsi

Parchatka nadal nie wróciła. Rano odpaliłem kominek w wiacie i szykowałem dla wszystkich kaszankę z kapustą kiszona, kiedy towarzystwo wstało jedzonko wylądowało na ruszcie. Jacek z Gosią pierwszy raz jedli taki wynalazek, ale im posmakowało i będą sobie też tak robić.

Żar z kominka przeniesiony do ogniska, bo niby słonecznie, ale zimno w górskiej dolinie. Co chwilę przychodzi ktoś ze wsi pytać o kota. Koło południa nasi nowi znajomi jadą dalej, a my czekamy. Po południu w ramach obiadu wrzucamy białą kiełbasę na ruszt.

Po obiedzie uciekamy do kampera, bo nawet przy ognisku nie jest fajnie, gdyż wieje jakiś lodowaty wiatr. Chwilę po zachodzie słońca telefon ze wsi, że chyba widzieli naszego kota koło kościoła. Kasia mówi, że wyśle zdjęcie, bo opis kobiety nie do końca pasuje do Parchatki. Kasia wysyła zdjęcie i za jakiś czas dzwoni się spytać, czy kot był podobny do tego ze zdjęcia. Pani mówi, że nie zobaczyła zdjęcia, bo ma telefon bez szybki 😉 Kasia więc idzie na drugi koniec wsi pokazać zdjęcia, pani twierdzi, że to ten kot. Mi już się nie chce wierzyć, bo nawet jak by tu zawędrowała, to nie możliwe, żeby dwa kilometry nie potrafiła wrócić do kampera. Postanawiamy jednak przeparkować się kamperem koło kościoła, gdzie była niby widziana, może w nocy pozna swój domek i wróci, bo jej małe wejście jest cały czas otwarte. Jak nie, to jutro poobserwujemy okolice, bo dziś zrobiło się już ciemno.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.