W końcu zrobiło się rześko. Mamy kilka dni przerwy od upałów, ale i okraszonych trochę deszczem. Kasia śpi, a ja studiuje okolicę na mapie w poszukiwaniu wody, bo zbiornik w kamperze już pusty. Znajduje źródło 5 km od nas, ale i przy okazji kawałek wcześniej źródło termalne, będzie trzeba je obczaić.


Woda uzupełniona, więc kierunek Bazin Termal Salard. Dojazd trochę ekstremalny dla kampera, ale udaje się dojechać do samego źródła. Miejscówka super na biwak i kąpiele, do tego jesteśmy tu sami. Woda jednak nie jest jakoś ciepła, tylko przyjemnie letnia. Za to krystalicznie czysta. Na dnie widać jak buzuje piasek. Kąpiel i w sumie już mamy biwak rozstawiony, ale zerkam na prognozy pogody. No nie wygląda ciekawie, zaraz zacznie padać i to sporo, noc też deszczowa i jutro od rana podobnie. Kurde jak fest popada, to nie wyjedziemy tą drogą, co wjechaliśmy. Jednak pojedziemy gdzieś indziej, a tu wrócimy przy lepszej pogodzie.












Wjeżdżamy w jedną z dolin prowadzącą w głąb Gór Kelimeńskich. Po drodze jak na zawołanie hodowla pstrąga, ale okazuje się, że jeszcze nie sprzedają, bo ryby za małe, szkoda, bo już widzieliśmy na ruszcie pstrąga z krystalicznie czystej wody. Kawałek dalej polana nawet fajna na biwak. Pewnie byśmy zostali, ale potężne świerki zasłaniają niebo, Starlink gubi sygnał i internet słabo działa. Zasięgu GSM brak, a Kasia musi dziś popracować, więc jedziemy dalej w głąb gór.






Po około 1,5 km kolejna polanka biwakowa. Tutaj więcej nieba nad nami i internet śmiga. Dosyć twardo, więc nie powinno być problemu z wyjazdem po deszczach. Trochę pada, trochę świeci słońce, udaje się nawet rozpalić ognisko. Na obiad więc klasyka rumuńska, czyli mici. Miejsce fajne, ale pewnie lubią je też niedźwiedzie 😉 Zobaczymy.














Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
