Rano na biwaku pojawiła się jeszcze jedna gęba do wykarmienia 😉 Nasi nowi znajomi z Polski już się pakowali w dalszą drogę, a starzy znajomi z Gdyni zmierzali już w naszą stronę. Była ochota tu zostać, bo fajne zacienione miejsce, ale nasze zapasy już wyszły i trzeba było odwiedzić jakiś market. Spakowaliśmy się i my i ruszyliśmy dalej. W Curtea de Argeș uzupełniliśmy zapasy w markecie, a za miastem wodę.



Kierujemy się jeszcze kawałek na południe i przed Pitesti odbijamy na zachód. Docieramy do Jeziora Vâlcele. Zatrzymujemy się przy zaporze. Gdyby nie upał i brak zejścia do wody. to by było fajne miejsce na biwak. Lacul Vâlcele to malownicze jezioro położone niedaleko miasta Pitești w południowej Rumunii, w okręgu Argeș. Jest to sztuczny zbiornik wodny, który pełni zarówno funkcję rekreacyjną, jak i gospodarczą.








Kawałek dalej za zaporą wypatrzyłem zjazd na brzeg jeziora. Szybki zwiad na nogach, czy jest sens tam zjeżdżać. No są fajne miejsca na biwak, a woda w jeziorze krystalicznie czysta i ciepła. Jedyny minus, to do południa brak cienia. Z tym sobie poradzimy bo jest markiza. Dobra wbijamy. Wysyłam namiar na miejsce Gosi i Andrzejowi, są dopiero w Turdzie, więc jakoś nie wierzymy, że dziś do nas dojadą. Dzień mija na powtarzającej się czynności, woda, 30 minut pod kamperem, woda i tak prawie przez cały dzień. Już jest masakrycznie gorąco, a idą przeszło 40 stopniowe upały. Kasia sobie coś wyszywa, ja trochę pracuje przy komputerze. Idzie dwóch Bułgarów brzegiem, pozdrowili nas, spytali się skąd jesteśmy, oni z Bułgarii i uśmiechnięci, poszli dalej. Po jakimś czasie skrzypnęły drzwi po drugiej stronie kampera, było wszystko pouchylane, żeby był jakiś ruch powietrza, i żeby kamper nie nagrzał się jak piekarnik. Trochę zdziwiony wiatru niema, a drzwi się ruszają, podnoszę się od stolika, a za kamperem urzęduje jeden z Bułgarów i łeb ma już w kabinie. Odskoczył i udaje głupa, czy nie mamy wody, kumpel stoi kawałek dalej i obserwuje. Zobaczyli, że wyczailiśmy, że chcą nas okraść i szybko się zmyli. Nigdy nie trzymamy nic na wierzchu, ale gdyby nie nasmarowane zawiasy drzwi, to zawsze mogło by im się coś do łap przykleić. Nie smarujcie więc drzwi w kamperach 😉












Słońce zaszło za górę, zrobiło się fajnie, a na horyzoncie pojawił się niebieski kamper. Jednak się udało i Gosia z Andrzejem dojechali. Nie widzieliśmy się ze dwa lata, więc było o czym pogadać i co opowiadać. Nocne rozmowy Polaków do pierwszej w nocy, bo czasu mało. Jutro rano obierają kierunek na Grecję. Sytuacja z niedźwiedziami się uspokoiła, to na imprezę po zmroku wpadł lis.






Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
