Rano przywitał nas deszcz i przyjemny chłodek. Dziś mieliśmy w planach wizytę w kopalnie soli Ocnele Mari, nawet pod nią podjechaliśmy, ale trochę nasze zapały ostudziły tłumy czekające na wejście. Szybko zrodził się nowy pomysł. Od kilku dni czekamy na jakieś ochłodzenie, żeby odwiedzić Sibiu. W upały chodzenie po mieście, to nie dla nas. Nadarzyła się ku temu okazja, bo najbliższe dwa dni mają być chłodne, jeśli można powiedzieć, że 25-28 stopni to chłodno. Ale to już nie 38-42. Radar pogodowy, no wygląda fajnie, jak dojedziemy do Sibiu, to przestanie padać i będzie przyjemnie. Do tego w Sibiu codziennie coś się dzieje ciekawego, a w weekend jest Festiwal Kultury Romskiej, a w Saknsenie Astra Święto Wina, połączone z koncertami i kiermaszami lokalnych producentów żywności. No więc nawrotka i jedziemy przełomem Oltu do Sibiu.



Wbijamy na parking przy samym starym mieści. 3 leje za godzinę, to spoko cena, a parking bezpieczny i monitorowany.


Ogarniamy się i idziemy w miasto. Sibiu to jedno z najpiękniejszych i najważniejszych historycznych miast w Rumunii, położone w centralnej części kraju, w Transylwanii. Założone przez Sasów siedmiogrodzkich w XII wieku jako Hermannstadt, było ważnym centrum handlowym i kulturalnym. W 2007 roku Sibiu było Europejską Stolicą Kultury (razem z Luksemburgiem), co znacznie zwiększyło jego popularność turystyczną. Sibiu szczyci się znakomicie zachowaną starówką o wyraźnym średniowiecznym charakterze. Główne atrakcje miasta to: Mury miejskie i baszty – pozostałości fortyfikacji miejskich, m.in. Baszta Garncarzy czy Wieża Schodów. Wielki Rynek (Piața Mare) – serce miasta, otoczony barokowymi i renesansowymi kamienicami. Mały Rynek (Piața Mică) – urokliwy plac z kawiarniami i słynnym Mostem Kłamców (Podul Minciunilor) – najstarszym żelaznym mostem w Rumunii. Katedra ewangelicka św. Marii – gotycka świątynia z XV w., z wieżą widokową. Ratusz i muzeum Brukenthala – jedno z najstarszych muzeów w Rumunii, z cennymi zbiorami sztuki europejskiej.
Ja już tu byłem, ale Kasia jest pierwszy raz, wiec robimy trochę kilometrów po uliczkach starego miasta. Starówka nie jest jakaś duża więc dosyć szybko ją obeszliśmy wzdłuż i w szerz. Często zaglądając w rożne podwórka i zakamarki.









































































































































Na małym rynku znajdujemy fajną knajpkę i napełniamy brzuszki. Trzy drugie dania (żeby popróbować to co nas kusiło) 4 piwa i rachunek 79 zł. Tanio jak na rynek w dużym mieście.






Na dużym rynku na scenie przygotowania do Międzynarodowego Festiwalu Folklorystycznego PIEŚNI GÓR. Przez chwilę podglądamy co się szykuje.






Na grupę rumuńską wrzucam zapytanie o jakąś knajpkę z muzyką na żywo. Dostajemy polecenie lokalu Music Pub. Wejście trochę urbeksowe, ale gdy schodzimy do piwnicy, to całkiem przyjemnie. Do koncertu jeszcze dwie godziny, ale tu przyjemnie chłodno, a na zewnątrz zrobiło się już gorąco. A poczekamy sobie tutaj przy piwku i winku na koncert, tym bardziej, że załapaliśmy się na ostatni fajny stolik. Okazało się, że kapela jest świetna. Wymiatają starego rocka, a nawet znalazł się popularny hiszpański kawałek.




















Po koncercie jeszcze spacerek po rynkach i chwila na Festiwalu Folklorystycznym PIEŚNI GÓR. Jednak dzień nas już troszkę zmęczył i wróciliśmy do kampera się wyspać, bo jutro zapowiada się znowu intensywny program.














Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
