Poranek na węgierskim wzgórzu zamkowym w Sátoraljaújhely był raczej rześki. Może nie było jakoś zimno, ale zaczął wiać nieprzyjemny wiatr z północy.

Dziś nie będzie śniadania w kamperze, bo mamy plan na langosza. Pewne miejsce na to jedzonko mamy w mieście Kisvárda, a to raptem 50 kilometrów od nas. Jak zjemy śniadanie, to langosza nie zmieścimy 😉 Ruszamy więc na głodniaka. Na szczęście buda z langoszami czynna i mamy syte śniadanie.



Powoli zbliżamy się do Rumunii, ale jeszcze mały przystanek na siusiu i fajkę.

Nareszcie granica, bo mamy już dosyć węgierskich dróg, Orban zrobił tam taki dobrobyt, że za komuny mieli lepsze drogi. Kiedyś człowiek wyjeżdżał z Rumunii na Węgry i robił uff, na reszcie dobra droga. Teraz jest na odwrót, uff nareszcie Rumunia i dobra droga. Na granicy nie musimy kupować winiety, bo wiosną kupiłem roczną i to był dobry krok, bo do Rumunii wjeżdżamy w tym roku już trzeci raz, a być może wiosną wracając z Grecji, będziemy czwarty. Choć w planach jest powrót przez Albanię, Czarnogórę i Serbię.


Zaraz za Satu Mare, przy Ecocentru Magia Someșului robimy sobie biwak. Nie spieszy się nam, a Kasia musi już trochę popracować. Chcemy też trochę ogarnąć kampera, bo przy wyjeździe było dorzucane a to to, a to tamto i teraz trzeba wszystko jakoś rozparcelować, tzn poutykać w różnych wolnych zakamarkach ;). Stoimy na parkingu, przy budyneczku informacji turystycznej. Miły pan pyta się czy wszystko ok, my że tak i jest git. Po zamknięciu IT zostajemy sami.




Ecocentru Magia Someșului to teren, który obejmuje martwy odcinek rzeki Someș, tereny podmokłe, które są ważne dla ochrony przyrody. Projekt „Coridor verde fără frontiere” (Zielony korytarz bez granic) realizowany w ramach współpracy transgranicznej Rumunia-Węgry: ma na celu ochronę, rozwój i promocję obszarów chronionych, promowanie turystyki przyjaznej środowisku. Centrum informacyjne stanowi „bramę” do tego terenu ecoturystycznego. Wokół jeziora Berindan) zbudowano punkty obserwacji ornitologicznej, to trzy wieże obserwacyjne do podglądania ptaków. Po rozlewiskach przemieszczamy się po drewnianych pomostach. Niestety rozlewisk brak, chyba przez letnią susze wszystko jest wyschnięte. Żadnych ptaków tylko wysuszone bagna. Mimo to zrobiliśmy sobie spacer po rezerwacie.













Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
