Dziś zaplanowany mamy dzień techniczny, ma padać cały dzień, więc trzeba ogarnąć różne sprawy, na które szkoda było czasu w ładną pogodę. Jedziemy do miasta Lamia, by zrobić pranie i zakupy na święta. Po drodze uzupełniamy paliwo i gaz do kuchenki. W mieście armagedon, wąskie uliczki, że nie da się przejechać a co dopiero zaparkować. Pod pralnią po grecku, ręczny, światła awaryjne i wyrzucamy z kampera pranie, Kasia zostaje a ja jadę na poszukiwanie miejsca, żeby zaparkować. Grecja pod tym względem to stan umysłu, wszystko tu jest na opak i pod górkę. Zrobienie zakupów i prania zajmuje nam pół dnia, kiedy np. we Francji wszystko byśmy ogarnęli pod jednym marketem w dwie godziny. Tutaj pralnie nie są zbyt powszechne, a jak już są, to w samych centrach miast, bez opcji zaparkowania. W większości krajów pralnie są właśnie na obrzeżach, pod marketami. Wrzucasz pranie, idziesz na zakupy i nie tracisz czasu, do tego wygodnie i bez problemu z parkowaniem.
Kampera po długiej walce w wąskich uliczkach udało mi się zaparkować pół kilometra od pralni i stwierdziłem, że pranie już tu doniesiemy, bo dotarcie znowu do pralni może trwać pięć razy dłużej niż przejście tego dystansu pieszo. Już miałem iść do Kasi, ale patrzę, że zaparkowałem centralnie pod weterynarzem.
Nasze koty są po pierwszej serii szczepień, a właśnie nadszedł czas drugiej serii. Może uda się czas prania wykorzystać na ogarnięcie kotów. Translator i idę do Pani doktor. Nie ma problemu, znowu udaje się taniej z dofinansowaniem ministerstwa. Koty dostają drugą serię szczepień w tym na wściekliznę. Potem wszczepienie czipa i wypisanie paszportów.
Koty będą miały obywatelstwo i paszporty greckie 😉
W końcu mamy jakąś rodzinę za granicą 😉 Pani doktor musi jeszcze różne dane wpisać do systemu, przy okazji próbuje się z językiem polskim, szkoda, że nie słyszeliście jak wymawia Ireneusz, a potem Jóźwik, to pół biedy, potem musiała wpisać imię mojego ojca i Grzegorz ją pokonał ;), dobrze, że nie Brzęczyszczykiewicz 😉 Cała dzisiejsza akcja kosztowała nas 100€, ale koty już mają wszystkie szczepienia i są bezpieczne. Kasia tylko trochę „zła”, że koty są moje oficjalnie 😉





Idę po Kasie i targamy to pranie przez miasto do kampera, uf, to jeszcze tylko zakupy na święta, bo już nie będziemy w większym mieście. Z tym też nie udało się w jednym markecie, ale w końcu wszystko kupione, check lista sprawdzona, możemy jechać na biwak, bo zaraz zrobi się ciemno.
Święta, o ile tyle wytrzymamy, chcemy spędzić na gorących źródłach w Termopilach. Byliśmy tu 7 lat temu i się nam podobało. Wtedy było lato, upały przeszło 40 stopi i wbrew pozorom ciepła termalna woda dawała ochłodę, bo była chyba zimniejsza niż otoczenie. Teraz będzie odwrotnie, tak jak powinno być, czyli woda ciepła a chłodek na zewnątrz. Jest tu kilka fajnych miejsc z gorącą wodą. Termalne jeziorko Psōroneria, rzeka, wodospad i mniejsze niecki. Co wybierzemy? dziś na pewno termalne jeziorko, a jak nam się znudzi, to się przeparkujemy w inne miejsce.
Już z daleka było widać parującą wodę, jeszcze chwila i będziemy się w niej pluskać. Zajeżdżamy na miejsce, o dziwo ludzi bardzo mało, mamy na dzieję, że Grecy w święta będą mieli ciekawsze zajęcia niż kąpiele termalne i ludzi będzie jeszcze mniej. Na miejscu, tylko wypoziomowałem kampera, nawet zakupów nie rozpakowaliśmy, tylko od razu pognaliśmy do cieplutkiej wody.




Jeziorko ma tą zaletę, że jest dosyć głębokie, duże i można sobie tu też popływać. Trzeba tylko uważać z czasem, bo wydobywające się z dna gazy, przy dłuższym przebywaniu w wodzie są niebezpieczne. 7 lat temu Kasia przesadziła z czasem i potem bardzo źle się czuła. Poza tym woda ma właściwości lecznicze na wiele schorzeń. Więc kilka dni tutaj będzie zbawienne i wygrzejemy stare kości 😉 Fajne jest tu też to, że wydobywający się z dna gaz, tworzy gęste drobne bąbelki, które fanie muskają ciało, takie delikatne jacuzzi.








Po godzince wróciliśmy do kampera, rozpakować zakupy i odgrzać obiad, na szczęście został z wczoraj kurczak z pieczonymi ziemniaczkami. Na zewnątrz zrobiło się ciemno i jeziorko opustoszało, zostaliśmy sami. Piwko i winko w rękę i idziemy na nocną kąpiel. Fajnie bo jeziorko jest oświetlone więc można korzystać całą dobę. Kolejna godzinka w wodzie i starczy na dziś.


















Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
