Dzień 580 – W poszukiwaniu miejsca na majówkę

Powoli zbliża się majówka, mają dojechać do nas znajomi, a my musimy znaleźć na Mazurach odpowiednie miejsce na spotkanie. W tym czasie na intymność nie ma co liczyć, bo wszystkie fajniejsze miejsca będą oblegane, ale będąc wcześniej na tych fajnych miejscach, można zająć fajniejsze miejsce na miejscu 😉 Wymagania nie mamy duże, oficjalne miejsce na ognisko, ładne otoczenie, las i woda. Plusem był by kibelek, kosz na śmieci i dostęp do wody. Wytypowałem z aplikacji Grupa Biwakowa takie miejsce koło Ostródy. Gminne pole biwakowe, bezpłatne, jedynie z dobrowolnymi datkami na utrzymanie. No to trzeba tam podjechać i zobaczyć czy nam podpasuje. Jak będzie ok, to już tam zostajemy, zajmujemy miejsca dla gości i odpoczywamy, zanim ekipa się zjedzie.

Ustalam trasę, a na niej Gospodarstwo Rybackie Szwaderki, sprawdzam ich stronę, no są w ofercie świeże ryby, wędzone i jest też smażalnia, ale ona rozpoczyna sezon w majówkę. Świeża rybka była by fajna, bo mamy ze sobą nawet wędzarkę, ale jak na razie pogoda nie zachęca, czy to do wędzenia, czy smażenia rybek na zewnątrz, bo w kamperze, to wiecie, śmierdzi potem przez trzy dni. Kupimy sobie już uwędzoną, a jak się zrobi w końcu ciepło, to będziemy walczyć z rybami w inny sposób.

Rybki zakupione, kierujemy się więc na Olsztynek. Zajeżdżamy pod tutejszy skansen, znak parkingu, dla gości skansenu. Wjeżdżamy a tam tablica i jakiś chory cennik. Kamper 20 zł plus 100 zł w godzinach nocnych. Co w porównaniu do ceny za autokar 25 zł brzmi absurdalnie. Osobówka połowę taniej, bo 10 zł. Na początku odbieramy ten cennik jako opłaty dla pojazdów nie korzystających ze skansenu, pewnie by odstraszały parkujących, którzy nie mają zamiaru korzystać z muzeum. Idziemy kupić bilety, a tam rozczarowanie, okazuje się, że jak chcemy wydać nie mało na skansen, to jeszcze musimy zapłacić za parking, no to pojechali sobie po bandzie. Przecież to nie Warszawa, Zakopane, czy Bieszczady, gdzie płacisz już za oddychanie. To już chamska chciwość. 20 zł, to może nie majątek, ale nie lubimy być dymani. Zjechana prawie cała Europa i chyba tylko w Chorwacji podobne praktyki. Jestem w stanie zrozumieć opłatę dla zwiedzających gdzieś w centrach dużych miast, czy pod atrakcjami z listy UNESCO, ale i te są przeważnie darmowe, ale w jakieś pipidówce, w szczerym polu? Sanocki skansen 10 razy większy, bilet wstęp kilka złotych tańszy i parking dla gości bezpłatny, tutaj trzy chaty na krzyż i opłaty jak by to był Zamek Fontainebleau, choć i pod tym zamkiem parkowanie jest darmowe. Widzieliśmy w życiu już tyle, że skansenu w Olsztynku nie musimy zobaczyć. Teoretycznie mogli byśmy stanąć pod pobliską Biedronką za free 2h i zobaczyć skansen, ale nie będziemy dorabiać „Januszy biznesu” 🙂

Jedziemy pod wspomnianą Biedronkę zrobić zakupy i mamy prawie dwie godziny na spacer po miasteczku.

Zaczynamy od najważniejszej budowli, czyli zamku. Zamek Krzyżacki w Olsztynku to średniowieczna warownia zbudowana przez zakon krzyżacki w XIV wieku, będąca ważnym elementem systemu obronnego Prus. Zamek powstał w latach 1349–1366 z inicjatywy komtura ostródzkiego Güntera von Hohensteina. Jego główną funkcją była kontrola szlaku handlowego prowadzącego z Mazowsza oraz administracja okolicznymi ziemiami. W 1410 roku, po bitwie pod Grunwaldem, zamek został przejęty przez mieszczan i przekazany królowi Władysław II Jagiełło. Później wielokrotnie zmieniał właścicieli i był niszczony podczas wojen, m.in. w XVII wieku. W XVIII wieku popadł w ruinę, a w XIX wieku został częściowo odbudowany w stylu neogotyckim i przekształcony w szkołę. Do dziś pełni funkcję edukacyjną.

Obok zamku, w dawnym kościele ewangelickim znajduje się lokalne muzeum, które wykorzystuje przestrzeń sakralną do prezentacji historii i kultury regionu. Sam kościół, po utracie funkcji religijnych, został zaadaptowany na cele kulturalne, co nadaje ekspozycji specyficzny klimat – połączenie architektury sakralnej z funkcją muzealną. Ekspozycja koncentruje się głównie na historii Olsztynka i okolic i dziedzictwie kulturowym Warmii i Mazur.

Charakterystyczną budowlą Olsztynka jest też wieża ciśnień. Wieża została wybudowana w 1906 roku jako element miejskiego systemu wodociągowego. Jej zadaniem było magazynowanie wody i utrzymywanie odpowiedniego ciśnienia w sieci. Zbiornik o pojemności ok. 150 m³ znajdował się na wysokości ok. 27 metrów, co umożliwiało grawitacyjne rozprowadzanie wody po mieście. Obiekt funkcjonował w tej roli aż do 1995 roku, a wcześniej – co istotne – przetrwał bez zniszczeń działania II wojny światowej. Po latach nieużytkowania obiekt przeszedł gruntowną modernizację (2017–2020), finansowaną m.in. ze środków unijnych.

Centralne miejsce w miasteczku zajmuje Ratusz. Budynek ma średniowieczne korzenie – jego najstarsze partie pochodzą z XIV wieku, kiedy Olsztynek (dawniej Hohenstein) znajdował się pod panowaniem Zakonu Krzyżackiego. Pierwotnie ratusz pełnił funkcje administracyjne i handlowe, co było typowe dla miast lokowanych na prawie chełmińskim.

Architektonicznie ratusz reprezentuje styl gotycki, choć na przestrzeni wieków był wielokrotnie przebudowywany. Wzniesiony jest z czerwonej cegły, co jest charakterystyczne dla północnej Polski i regionu Warmii i Mazur. Najbardziej rozpoznawalnym elementem jest jego wieża zegarowa, która góruje nad rynkiem i stanowi punkt orientacyjny miasta. Wieża była kilkakrotnie rekonstruowana, zwłaszcza po zniszczeniach wojennych.

Ratusz ucierpiał podczas II wojny światowej, po czym został odbudowany w drugiej połowie XX wieku z zachowaniem historycznego charakteru. Dziś pełni funkcje administracyjne i jest siedzibą władz miejskich, a także ważnym symbolem lokalnej tożsamości.

Pozostałości murów miejskich w Olsztynku należą do najcenniejszych reliktów jego średniowiecznego systemu obronnego i do dziś pozwalają odtworzyć zarys dawnych fortyfikacji. Mury wzniesiono głównie po 1414 roku, prawdopodobnie w dwóch etapach (po zniszczeniach wojennych i po połowie XV w.). Były to potężne obwarowania kamienno-ceglane, osiągające ok. 6–9 m wysokości i do 2 m grubości, otaczające miasto o obwodzie ok. 800–1000 m.

System obronny obejmował ciąg murów z licznymi basztami, dwie główne bramy miejskie (m.in. Nidzicką/Polską i Wysoką/Niemiecką) i fosę zasilaną wodami rzeki Jemiołówki. Do dziś przetrwały jedynie fragmenty tych umocnień, ale są one stosunkowo dobrze czytelne.

Na koniec został nam kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynku. To jeden z najważniejszych zabytków sakralnych Olsztynka, łączący w sobie wielowiekową historię regionu Warmii i Mazur oraz charakterystyczną architekturę neogotycką. Początki świątyni sięgają średniowiecza – pierwszy kościół w tym miejscu powstał już w XIV wieku, niedługo po lokacji miasta przez zakon krzyżacki. W okresie reformacji (XVI w.) świątynia została przejęta przez protestantów i przez około 400 lat służyła jako kościół ewangelicki. Dopiero pod koniec XIX wieku, w 1895 r., utworzono tu ponownie parafię rzymskokatolicką. Obecny kościół wzniesiono właśnie w tym czasie (koniec XIX w.), nawiązując do wcześniejszej tradycji miejsca. Po II wojnie światowej świątynia wróciła do katolików i pełni tę funkcję do dziś.

No to koniec zwiedzania na dziś, kończymy zakupy jeszcze w kilku sklepach, tankujemy paliwo i jedziemy do Samborowa zbadać miejsce na majówkę. Mijamy wioskę, leśniczówkę i pojawia się sosnowy lasek z polaną nad brzegiem Drwęcy. Pierwsze wrażenie super. Wjazd zamknięty i tabliczka z telefonami do Urzędu Gminy w Ostródzie. Dzwonimy na komórkę, miły pan informuje, że może nas wpuścić za godzinkę, bo jeszcze jest w pracy. Ok, to czekamy. Robimy sobie obchód po terenie, jesteśmy pierwsi, więc mamy pełen wybór miejsc, gdzie możemy stanąć.

Najbardziej obawiamy się, że w majówkę będzie tu ostro imprezowo. Polacy jednak w takich miejscach nie potrafią wypoczywać i się bawić w taki sposób by nie uprzykrzać pobytu innym. Zachowują się jak by byli sami i do nich świat należał. Śmieje się do Kasi, że jak nic poznamy najnowsze przeboje Disco Polo 😉 Ale jakoś trzeba przeżyć tą majówkę, gdzie byśmy nie pojechali, to będzie pewnie wszędzie dużo ludzi, a w fajnych miejscach to na bank. Tu przynajmniej mamy infrastrukturę, która ułatwi życie przez kilka dni postoju.

Pierwsze miejsce, które nam się podoba jest koło zabudowanej wiaty ogniskowej. W majówkę będzie ciepło, ale nie wieczorami i w nocy, więc taka zabudowana wiata ogniskowa zrobi robotę. No, ale nie tylko my będziemy chcieli pewnie z niej skorzystać i jak staniemy w sąsiedztwie, to możemy mieć pod kamperem imprezę do białego rana. Do tego miejsca w pobliżu wiaty ogniskowej są zacienione. W lipcu było by to zaletą, ale nie w maju. Drugie fajne miejsce jest nad rzeką, z wiatą z kozą i miejscem na ognisko. Widokowo fajnie, koza może nas fajnie ogrzać przy wieczornej posiadówce i co najważniejsze, to jedyne miejsce nasłonecznione. Konsultujemy wybór przez kamerę ze znajomymi i wybieramy miejsce na słonku przy rzece.

Czas na rekonesansie szybko zleciał i przyjechał opiekun miejsca. Okazało się, że należy też do Grupy Biwakowej, więc było sympatycznie. Zaakceptował nasz wybór miejsca, otworzył bramę i mogliśmy się rozładować, bo zakupy były tęgie i wszystko w torbach zajęło całą podłogę w kamperze. Wiata przydała się na magazyn alkoholowy, mamy nadzieję, że nikt do niego nie zajrzy w nocy 😉 Na razie jesteśmy sami, więc koty mają radochę. Potem może być różnie jak pojawią się psy bez smyczy. Kasia jeszcze walczy z ostatnimi PIT-ami, a ja powoli gromadzę opał. Bo pewnie jak się miejsce zapełni, to las zostanie wyczyszczony w promieniu 500 m. Jutro też jeszcze trzeba trochę pozbierać, żeby starczyło na majówkowy weekend.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.