Dzień 97 – Nowy Rok witamy najpóźniej w Europie

Kolejny pogodny, ale rześki poranek i kolejny dzień lenistwa. Wschód słońca w tym miejscu nad lądem. Kasia śpi do dziewiątej, potem śniadanie i do niego trochę polityki, trzeba wiedzieć co się dzieje w kraju. Ale na wyjeździe ograniczamy sobie oglądanie kanałów informacyjnych. Człowiek się nie denerwuje 😉 Trochę polegiwania. Kasia szykuje mały obiad. Mały, bo tylko rosołek, bo wieczorem będzie trochę przekąsek, a zwykle nie jadamy kolacji. Po południu robi się już na tyle ciepło, że można posiedzieć na słonku. Długo jednak nie siedzimy, bo mamy zaplanowane małe porządki w kamperze, by przyjemniej powitać Nowy Rok.

Uwinęliśmy się dosyć szybko ze sprzątaniem, słońce jeszcze wysoko, więc idziemy na dłuższy spacer po klifach. Są one imponujące, ale zbudowane z piaskowca i gliny, więc nie są zbyt stabilne. Lepiej nie ryzykować chodzenia po krawędzi. Widać, że erozja postępuje tu bardzo szybko, woda deszczowa wypłukuje głębokie żleby, a od dołu podmywa je ocean. W kilku miejscach widać duże obrywy. Podziwiamy śmiałka, który stoi prawie na krawędzi klifu, jednak kamper trochę waży, nie jest to chyba do końca rozsądne.

Gdy już podziwiamy 90 zachód słońca na wyjeździe, to przestaje to robić na nas wrażenie. No ale parę pstryków można poczynić, dziś z kampera. Po zachodzie szykujemy sylwestrową kolację. Gwoździem programu będą śledzie w oleju. Jakimś cudem na ostatnich zakupach udało się je zdobyć w markecie, na półce z produktami ukraińskimi. Niestety w tym regionie śledzia nie uświadczysz. Wybór ryb jest ogromny, ale śledzi niet. Brakuje nam też ryb wędzonych, ciekawe dlaczego ich się tu nie wędzi. Aż czasami żałuje, że nie zabraliśmy naszej wędzarni turystycznej. Rok temu gdy święta spędzaliśmy w Danii, ryby wędzone były praktycznie wszędzie.

No więc kolacyjka, a o dwudziestej włączyliśmy „Sylwester z 2” Wytrzymaliśmy jakieś 1,5 godziny, po czym włączyliśmy swoją muzykę. Mieliśmy wrażenie, że wykonawcy słabo się na te występy przygotowali i fałszowali strasznie, nie dało się tego słuchać. Byliśmy na łączu z naszymi znajomymi i tak się złożyło, że każdy obchodził sylwestra w innej strefie czasowej. Najszybciej życzenia napłynęły z Turcji, potem była Grecja, Polska i w końcu Portugalia. Gdy u nas wybiła północ, daliśmy głośniej muzykę, by Parchatka jak najmniej słyszała fajerwerki. Miejsce wybraliśmy na uboczu, więc nie było tragicznie, trochę była wystraszona, ale nie wpadała w panikę. My fajerwerki bardzie oglądaliśmy niż słyszeliśmy. Gdy już okolica ucichła poszliśmy grzecznie spać.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.