Dziś rano ruszyliśmy na sam cypelek Cap Frehel. Wybraliśmy dosyć długą pętelkę okolicznymi klifami. Mają one tu różowe zabarwienie i porastają wrzosy na przestrzeni 400 hektarów. Mówię do Kasi, kurde jak Szkocja, tylko maskonurów brakuje. Szliśmy tak klifami w stronę trzech latarni morskich, co zatoczka to nowy widok, naprawdę piękne miejsce, a zarazem rezerwat ornitologiczny. Żyje tu też 20 osobników pigwinów, ale trzeba mieć szczęście by je zobaczyć, my go nie mieliśmy. Przylądek oferuje niezrównaną symfonię kolorów od intensywnej żółci janowca zmieszanej z różem goździka morskiego, po fiolet wrzosu latem. Wciąż czynna latarnia morska Cap Fréhel jest jedną z pięciu najpotężniejszych latarni morskich we Francji. Jej reflektor znajduje się ponad 100 metrów nad poziomem morza i ma zasięg ponad 50 km. Pierwszą latarnię morską zbudowano tu na początku XVIII wieku według oryginalnych wskazówek Vaubana. Ta ostatnia została całkowicie przebudowany w pierwszej połowie XIX wieku, zanim został zniszczony przez II wojnę światową. Obecna latarnia morska została zbudowana w latach 1946-1950, w całości z kamienia. Podczas drugiej wojny światowej na przylądku Fréhel znajdowała się stacja radarowa, dziś w zaroślach pozostało tylko kilka bunkrów, są one domem dla nietoperzy. 14 sierpnia 1944 grupa zadaniowa z 28. Amerykańskiej Dywizji Piechoty otrzymała zadanie zaatakowania sił niemieckich okupujących Przylądek Fréhel. Następnego dnia, 15 sierpnia, przy pomocy bojowników ruchu oporu FFI zaatakował stację rozpoznania powietrznego Frosch. Niemcy poddali się około południa, 293 z nich dostało się do niewoli. Zobaczcie obszerną galerię z tego miejsca.



































































































Po wycieczce trzeba było zrobić jakieś zakupy, ale po drodze same małe miejscowości, aż tu nagle Biedronka. Niestety, to nie ta nasza, tak naprawdę bardzo licho zaopatrzona w porównaniu do innych francuskich marketów.

Z bunkra w miasteczku Pléhérel Plage-Vieux Bourg mieliśmy piękny widok na plażę Anse du Croc.





Następna atrakcja to Château et Jardins de Bienassis. Chroniony wałami obronnymi i fosami wodnymi z XVI wieku, Château de Bienassis tworzy niezwykły zespół architektoniczny zbudowany z różowego piaskowca i granitu Erquy.





Na biwak udaliśmy się na plażę Saint-Maurice. Wzięła swoją nazwę od kaplicy górującej nad nią. Obecna pochodzi z XVIII wieku. Wykopaliska renowacyjne prowadzone w latach 1958-1959 odsłoniły fundamenty wcześniejszej kaplicy, pochodzącej prawdopodobnie z końca VIII w. Niedaleko kaplicy, na tej samej wysokości, znajduje się pustelnia, w której czasami mieszka kilku poszukiwaczy Boga. Posąg z brązu wyrzeźbiony przez Rogera Gaspoza przypomina pierwszego pustelnika w tych miejscach: Saint Amé z Grenoble. Plaża natomiast częściowo jest wyłączona dla ludzi ze względu na siedliska zielonych alg i ptaków.




















Dziś Kasia zaserwowała naleśniki według naszego pomysłu, można by powiedzieć francuskie sushi 😉


Teraz czekamy na zachód słońca, jak będzie fajny, to uzupełnię dzisiejszą relacje.
Udało się zobaczyć piękny zachód słońca, akurat był odpływ i zachodzące słońce super odbijało się w resztkach wody na plaży. Zobaczcie sami.








Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
