Dzień 328 – Jadąc do Babadag

Słoneczny poranek, śniadanko i opuszczamy nasze miejsce. Nie jedziemy daleko, bo zmienimy tylko dolinę Jasiołki, na sąsiednią dolinę Bielczy.

Zanim jednak tam się udamy, jedziemy do wiatki za Wolą Niżną, bo jest tam Toi Tojek i możemy wylać kasetę wc. Pod wiatką spotykamy członków naszej grupy garbusikiem i T2-ką. Trochę porozmawialiśmy, poczęstowaliśmy naklejkami Grupy Biwakowej i ruszyliśmy w kierunku Jaślisk. Tutaj zakupy, a w sklepie spotykamy kolejnych grupowiczów, którzy nas zagadują. Znowu chwila rozmowy, zakupy i wbijamy w kolejną dziką dolinę.

Jaśliska zostawiamy sobie na jutro, ale tuż za miasteczkiem zatrzymujemy się przy cmentarzu żydowskim. Cmentarz został założony w 1883 roku i funkcjonował do czasów II wojny światowej. Znajduje na końcu zabudowań Jaślisk, przy drodze prowadzącej do Lipowca, nieopodal kapliczki „Na Łamańcach”. W czasie wojny miejscowy młynarz wykorzystał macewy do budowy tamy na potoku Bełcza, co doprowadziło do ich zniszczenia oryginalnego ustawienia i dużej degradacji cmentarza. W okresie 2005–2006 Nieformalna Grupa Kamieniarzy „Magurycz” odnalazła w nurcie potoku wiele macew, oczyściła je, zabezpieczyła, a następnie przechowała w magazynie w Posadzie Jaśliskiej. Prace wolontariuszy obejmowały również tłumaczenie inskrypcji z macew przy współpracy z rabinem Zeligiem Avrasimem.

Wjeżdżamy do wsi Lipowiec. To historyczna wieś łemkowska. Obecnie w praktyce jest prawie opuszczoną doliną z zaledwie kilkoma stałymi mieszkańcami, którzy prowadzą działalność agroturystyczną. Lipowiec był niegdyś tętniącą życiem łemkowską wsią – mieszkańcy, cerkwie, cmentarz – zniknęły tragicznie z powodu działań wojennych i przesiedleń, w tym Akcji „Wisła” oraz dewastacji przez oddział UPA, które doprowadziły do niemal całkowitego wyludnienia i zniszczenia zabudowań – w tym cerkwi i zabytków sakralnych. Ślady dawnej wsi możemy zobaczyć na starym cmentarzu, gdzie zachowało się kilka nagrobków.

Przy Bródzie na Bielczy zatrzymuje nas zakaz ruchu, więc sąsiednią polankę wykorzystamy na biwak. Parkujemy kampera, bierzemy wodę i piwko i ruszamy w kierunku granicy ze Słowacją. Nasz cel, to relikty dawnej wsi Czeremcha. To wieś, której nie ma, leży w podłużnej dolinie między łagodnymi grzbietami Beskidu Niskiego, tam gdzie potoki jeszcze potrafią mówić szeptem, a ścieżki nikną w paprociach. Nazwę wzięła od pachnących w maju czeremch, rosnących tu gęsto wzdłuż potoku. Wieś założono w 1527 roku na podstawie przywileju lokacyjnego (prawo wołoskie), a osadnikami byli między innymi Ichnat Chłapiec i Michał Zubryn. Na przełomie XIX i XX wieku Czeremcha liczyła około 400–420 mieszkańców, głównie Łemków. Po II wojnie światowej mieszkańców wysiedlono, wieś została całkowicie opustoszona, a tereny były zarządzane przez PGR.

W drodze do Czeremchy mijamy fajny schron turystyczny z dwoma pryczami i stoliczkiem. Ale nasz domek jest jednak wygodniejszy 😉

Na granicy kultowe tablice z napisami “Babadag 1034 km” i “Nordkapp 3190 km” powiązane z twórczością Andrzeja Stasiuka. W Babadag już byłem kilka razy, a nawet Kasia była też raz. Co ciekawe w październiku będziemy ponownie, wiec tablica z Babadag jak najbardziej na czasie, gorzej z Nordkapp, bo na ten kierunek nie mamy jeszcze terminu 😉

Zaraz za śmiesznymi tablicami mamy pierwszy relikt Czeremchy, kamienny krzyż. Łatwo go przeoczyć, bo ukrył się za krzakami.

Kolejny też nie jest dobrze widoczny, znajduje się na skarpie po lewej stronie w zaroślach.

Kolejnego już nie sposób przeoczyć, bo jest przy samej drodze.

Jak to ?to, ten??! Chcesz powiedzieć, że ten obiekt znajduje się w zasięgu mojego wzroku? Pokaż no to palcem, bo chciałbym uwierzyć, że śnię.
? No to.
? To?! Co to jest?!
? Jak to co? Las.
? Możesz mi powiedzieć, po chuj mi las?
? Jak to po chuj? W scenopisie pisze, że las jest, napisane…
? W scenopisie? Znajdź mi to w scenopisie.
? Proszę: ?Kiedy wjechali na wyniosłość drogi, oczom ich ukazał się las?.
? Przewróć stronę.
? O, kurwa…
? Czytaj!
? ?…oczom ich ukazał się las… krzyży?.

Tak jak w cytacie z filmu „Nic Śmiesznego” mamy tu lasy krzyży, więc za kilka kroków pojawił się następny, a raczej tylko po nim postument.

Do chodzimy do głównego miejsca Czeremchy, czyli cerkwiska. W 1883 roku wzniesiono tu cerkiew pw. Opieki Matki Bożej, która jednak została rozebrana w latach 50. XX wieku. W 2011 roku na jej miejscu postawiono pomnik upamiętniający dawną świątynię. Po drugiej stronie drogi pozostałości przycerkiewnego cmentarza z kilkoma zachowanymi nagrobkami.

Kilka Czeremchowych sielskich widoczków.

I dochodzimy do kolejnego krzyża 😉

Czeremcha ma też swoja wiatę turystyczną z kominkiem. Zrobiliśmy sobie tu przerwę na piwko. Poniżej wiaty znajduje się jakiś mały zbiornik retencyjny, to chyba dzieło człowieka, nie bobrów.

Zza wzgórza wyłania się kolejny krzyż 😉

A zaraz za nim ostatni punkt naszej wycieczki – Placówka Straży Granicznej I linii „Czeremcha”. Jednostka działała w okresie międzywojennym jako formacja Straży Granicznej I linii, operująca na granicy polsko-czechosłowackiej. Powstała na bazie wcześniejszej Placówki Straży Celnej „Czeremcha”, w gestii komisariatu z Jaślisk, wchodząc w struktury SG po reformach z 1928 r. Po placówce nie pozostały żadne ślady, splantowany równy kawałek skarpy, gdzie stała i tablica informacyjna.

Korciło nas, by wyskoczyć na słowacką stronę do wioski Čertižné, może tak by w hospudce wypić dobre piwo, zjeść jakiś obiad? Ale to dodatkowe 5 km przez przełęcz. Potem powrót z pełnymi brzuchami nie był by już taki fajny 😉 Wracamy jednak do kapera. Rozkładamy biwaczek i reszta dnia już tylko praca z przerwą na obiad. Jutro już będzie więcej luzu, bo Kasia wszystko poksięgowała, wysłała JPKi i możemy więcej zwiedzać.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.