Wjechaliśmy do Parque Natural do Sudoeste Alentejano e Costa Vicentina. Jest to teren chroniony i biwakowanie jest tu już utrudnione. Portugalskie prawo zabrania nawet parkowania w nocy na obszarach chronionych. Nie będzie więc widokowych biwaków, ale za to mamy w końcu urozmaicenie, bo już trochę mieliśmy dosyć miasteczek i zamków w głębi kraju.
Pierwsze miejsce, jakie odwiedzilśmy rano to fort Forte de Nossa Senhora da Queimada. W 1588 roku za zgodą kardynała Alberto, przedstawiciela wicekróla Filippo Terzi zainicjował budowę fortu Nossa Senhora da Queimada, części projektu obejmującego również budowę sztucznego portu łączącego wyspę Pessegueiro z lądem stałym. Prace przerwano w 1598 r., kiedy Massay został przeniesiony do Vila Nova de Milfontes, gdzie rozpoczął budowę tamtejszego fortu obronnego. Projekt wznowiono pięć lat później. W latach 1661–1690 fort przechodził przez kilka faz budowy z długimi przerwami, zanim został ostatecznie ukończony za panowania króla Piotra II pod koniec XVII wieku.
















Obawiam się, że zaczynamy więcej wydawać na kocie jedzenie niż na paliwo 😉





Kolejnym ładnym miejscem były okolice latarni morskiej Farol Cabo Sardão. Konstrukcja ma około 17 m wysokości i znajduje się na wysokości 68 m. Zasięg wynosi około 42,5 km. W miejscu, gdzie stoi latarnia morska, pierwotnie znajdowała się wieża strażnicza Castelo do Cavaleiro. Przy latarni jest kilka tarasów widokowych i ścieżka prowadząca po pięknych klifach. Na niektórych skałach bociany uwiły sobie gniazda.
















































W Aljezur rzuciliśmy okiem na ruiny zamku Castelo de Aljezur. Zamek, zbudowany na ruinach rzymskiego zamku, którego pozostałości archeologiczne pochodzą z epoki brązu, był częścią systemu obronnego, który chronił Silves w okresie Almohadów, między XII a XIII wiekiem, kiedy to miasto zostało zdobyte za panowania króla Portugalii Alfonsa III przez rycerzy Paio Peresa, mistrza Zakonu Santiago. Fortyfikacja, która traciła swoje strategiczne znaczenie i która w XVI wieku doznała poważnych zniszczeń w wyniku Wielkiego Trzęsienia Ziemi, została częściowo odbudowana w XX wieku.


Niedaleko zamku znaleźliśmy też fajne miejsce piknikowe, na którym zostaliśmy na biwak. Próbowaliśmy już 3 raz przekonać się do portugalskiej kaszanki. Nie udało się, musimy jednak poczekać na powrót do Polski by poczuć ten smak.




Kasia ograniczyła też trochę picie wina, podjęła decyzję, że tylko jedno dziennie 😉

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
