Rumunia – Lato 2015 – Bukowina

Poranek w Górach Rarău, śniadanie, pakujemy biwak i kierujemy się na północ. Dziś góry bukowiny, malowane klasztory i polskie wioski.

Pierwszym malowanym klasztorem na trasie jest Mănăstirea Moldovița. Z Łukaszem dostajemy pokutne odzienie, bo w krótkich spodenkach nie można i zanurzamy się w świat freskowych komiksów.

Cerkiew pw. Zwiastowania w Vatra Moldoviței to perła mołdawskiej architektury sakralnej i jeden z najpiękniejszych przykładów słynnych malowanych monastyrów Bukowiny. Pierwszy klasztor powstał w tym miejscu w latach 1402–1410, jednak obecny budynek ufundował hospodar Piotr Raresz w 1532 roku. Pięć lat później, w 1537 roku, świątynia zyskała swoje niezwykłe zewnętrzne polichromie, które – mimo upływu niemal pięciu stuleci – wciąż zachwycają żywymi kolorami i szczegółowością. Niestety, freski na północnych ścianach uległy poważnym zniszczeniom pod wpływem surowego klimatu.

Wnętrze cerkwi kryje równie imponujące skarby – bogato zdobiony ikonostas o misternych rzeźbieniach oraz ściany pokryte malowidłami przedstawiającymi sceny biblijne i wizerunki świętych. Cały kompleks otoczony jest masywnym murem obronnym, co świadczy o tym, że w czasach burzliwych dziejów pełnił także funkcję twierdzy.

Monastyr w Vatra Moldoviței, podobnie jak inne malowane cerkwie regionu, został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, stanowiąc nie tylko ważny zabytek, lecz także żywe świadectwo duchowości i sztuki dawnej Mołdawii. Odwiedzając to miejsce, można poczuć atmosferę minionych wieków i podziwiać kunszt, który przetrwał próbę czasu.

Chwila przerwy na Pasul Ciumârna, by popatrzeć na wzgórza Obczyn Bukowińskich.

Monastyr Sucevița to kolejny malowany klasztor Bukowiny. Monastyr Sucevița to jedna z najsłynniejszych malowanych cerkwi Bukowiny, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Powstał w latach 80. XVI wieku jako fundacja rodu Movilă, a od 1595 roku był stopniowo rozbudowywany. Centralnym punktem kompleksu jest cerkiew pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego, otoczona masywnymi murami obronnymi z basztami w narożach, które nadają jej wygląd średniowiecznej twierdzy.

Zewnętrzne freski, wykonane w latach 1595–1596 przez malarzy Sofroniego i Iona, należą do ostatnich tego typu dzieł w regionie. Przedstawiają m.in. monumentalną Drabinę cnót, sceny z Pisma Świętego oraz wizerunki świętych. Co wyjątkowe, zachowały się w doskonałym stanie, nawet na północnej ścianie – zwykle najbardziej narażonej na deszcz, wiatr i mróz.

Zwiedzanie monastyru jest płatne, a opłata fotograficzna nie obejmuje wykonywania zdjęć ani nagrań wewnątrz cerkwi, gdzie szczególnie cenne są barwne malowidła i ikonostas. Całość otacza spokojny, zielony dziedziniec, który w połączeniu z monumentalną architekturą i bogactwem fresków tworzy niezapomnianą atmosferę, szczególnie o poranku, gdy promienie słońca podkreślają kolory ścian.

Docieramy do Marginea. Marginea to niewielka miejscowość położona w rumuńskiej Bukowinie, znana w całej Europie z wyjątkowej czarnej ceramiki. Tradycja jej wyrobu sięga co najmniej trzech stuleci, a według miejscowych przekazów pierwsze naczynia powstawały tu jeszcze wcześniej. Sztuka ta od pokoleń przekazywana jest z ojca na syna, a dzieci zaczynają naukę fachu już w wieku około siedmiu lat, często spędzając długie godziny w rodzinnych warsztatach.

Ceramika z Marginei wyróżnia się nie tylko w Europie – podobny ośrodek produkcji istnieje jedynie w odległym Meksyku. Swój charakterystyczny, głęboki, grafitowo-czarny kolor naczynia zawdzięczają wyjątkowym właściwościom lokalnej gliny, specyficznemu składowi ziemi i wody, a także tradycyjnej obróbce bez użycia farb czy szkliw. Cały proces wytwarzania jednego wyrobu jest żmudny i wymaga niezwykłej precyzji – trwa około trzech tygodni. Mężczyźni zajmują się formowaniem i wypalaniem naczyń, natomiast kobiety nadają im ostateczny kształt i dekoracje, często w formie delikatnych, ręcznie rytych wzorów.

Odwiedzając Margineę, można nie tylko kupić ceramikę w bardzo atrakcyjnych cenach, ale też zobaczyć cały proces jej powstawania w warsztatach pokazowych. Kilka lokalnych sklepików oferuje unikalne kubki, misy czy dzbany, które zachwycają prostotą formy i szlachetnością koloru. Spacerując po wąskich uliczkach, łatwo poczuć, że to miejsce jest żywym muzeum – codziennie toczy się tu opowieść o rzemiośle, cierpliwości i pięknie ukrytym w glinie.

Spośród wszystkich rumuńskich malowanych cerkwi na Bukowinie, świątynia św. Jana Chrzciciela w Arbore ma w sobie coś wyjątkowego. Jest ukryta nieco na uboczu, z dala od zgiełku głównych tras turystycznych. Nie zatrzymują się tu tłumy ani autokary pełne turystów, co sprawia, że można w ciszy i spokoju przysiąść i wpatrywać się w niezwykłe, pełne barw i detali malowidła pokrywające jej ściany.

Świątynia ta, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, została ufundowana w 1503 roku przez Luca Arbore – wpływowego bojarzyna z dworu Stefana Wielkiego. Architektura cerkwi jest skromna: wzniesiona na planie prostokąta z półkolistą apsydą, pozbawiona wieży, urzeka swoją prostotą i harmonią formy. To właśnie ta powściągliwość bryły sprawia, że całą uwagę przyciągają jej dekoracje – zarówno te zewnętrzne, jak i we wnętrzu.

Z zewnątrz cerkiew można podziwiać bez żadnych opłat, a jeśli chcemy wejść do środka i zobaczyć bogactwo fresków w pełnej krasie, obowiązuje bilet wstępu. Warto jednak zrobić ten krok – bo to jedno z tych miejsc, gdzie czas wydaje się płynąć wolniej, a każdy szczegół opowiada historię sprzed ponad pięciu wieków.

Na koniec dnia zostaje nam Salina Cacica. Kaczyka to niewielka, malownicza miejscowość położona na rumuńskiej Bukowinie, znana od wieków z bogatych złóż soli. Historia jej górnictwa sięga 1785 roku, kiedy odkryto tu pierwsze pokłady tego cennego surowca. Już trzy lata później, w 1788 roku, rozpoczęto wydobycie – i właśnie wtedy pojawia się polski wątek tej historii. Cesarz Józef II Habsburg sprowadził wówczas do Kaczyki doświadczonych górników wraz z rodzinami z rejonu Wieliczki, Bochni oraz Kołomyi. Przybyli tu, by budować kopalnię i przekazać swoją wiedzę kolejnym pokoleniom.

Do dziś w okolicach Kaczyki istnieje kilka polskich wiosek, zamieszkanych przez potomków tamtych osadników. Ich obecność można odczuć nie tylko w nazwach miejscowości czy starych cmentarzach, ale i w tradycjach, języku oraz kulinariach.

Kopalnia wciąż pracuje, a sól z Kaczyki trafia na półki wielu rumuńskich sklepów. Część wyrobisk udostępniono turystom – choć podziemia nie są tak monumentalne jak te w słynnej Turdzie, mają swój niepowtarzalny urok, wzbogacony licznymi polskimi akcentami. To podróż w głąb historii, w której techniczne dziedzictwo splata się z rodzinnymi opowieściami i wspomnieniami dawnych emigrantów.

Tuż obok kopalni działa duży basen solankowy, w którym można poczuć się niemal jak w Morzu Martwym – unosić się na powierzchni wody, relaksując ciało i umysł. Latem to popularne miejsce wypoczynku, zimą – ciekawostka, która przyciąga turystów swoją egzotyczną w tej części Europy atmosferą.

Kaczyka to nie tylko punkt na mapie, ale żywe świadectwo spotkania kultur – polskiej i rumuńskiej – oraz dowód na to, że sól potrafiła połączyć ludzi na setki lat.

Kierujemy się już do celu, czyli odwiedziny naszego przyjaciela Łukasz z Poiany Miculi. Okazuje się jednak, że gdzieś wyjechał i będzie dopiero jutro. Na biwak więc jedziemy do sąsiedniej polskiej wioski Pleszy. Gdzie na końcu wsi są fajne polanki na biwak. Odwiedza nas kilku miejscowych Polaków, trochę rozmów, ognisko i mija kolejny fajny dzień.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.