Dzień rozpoczął się od kaszanki, a raczej kaszany. Przyszła pora na spróbowanie hiszpańskiej kaszanki, jednak nie wypaliła, bo podobnie jak francuska jest niezjadliwa. Choć wyglądem już bardziej przypomina naszą, to jest słodka i chyba przyprawiona cynamonem, wylądowała w krzakach.

Zjechaliśmy z naszego wzgórza biwakowego i po chwili opuściliśmy Kraj Basków wjeżdżając do Kantabrii. Kantabria położona jest w północnej Hiszpanii nad Zatoką Biskajską. Od zachodu graniczy z Asturią, od południa z Kastylią i Leonem, a od wschodu z Krajem Basków. Główne miasta Kantabrii leżą na wybrzeżu, a stolica Santander liczy 180 000 mieszkańców. W wyniku płynącego z Meksyku Prądu Zatokowego, Kantabria, podobnie jak wszystkie wybrzeża Morza Kantabryjskiego, ma cieplejszy klimat niż odpowiadający jej szerokości geograficznej.
Dziś na pierwszy ogień poszła Cargadero de Dícido, to zabytkowa ładowarka minerałów zlokalizowana w miejscowości Mioño. Firma Dícido Iron Ore, która zarządzała kopalnią, zbudowała ten dok załadunkowy na wysokości 14 metrów nad poziomem morza, by usprawnić załadunek rudy żelaza. Tworzył go duży filar o przekroju okrągłym, wykonany z kamienia, który podtrzymywał wspornikową żelazną konstrukcję zwaną katilewem. Ważył 300 ton, miał 94 metry długości i 6 metrów szerokości. Dzięki dwupiętrowej konstrukcji z podwójnymi torami i lejami zasypowymi mógł załadować 2600 ton rudy. Został wykonany przez MT Seiringa, partnera Gustave’a Eiffela, architekta Wieży Eiffla. Instalacja została wysadzona w powietrze w 1937 roku podczas wojny domowej. Rok później wybudowano obecną, która ma tylko jedno piętro z przenośnikiem taśmowym i 45-metrowym żurawikiem. Jest to jedyna taka konstrukcja na całym wybrzeżu Kantabrii.


Naszym jedynym i głównym celem na dziś było miasto Castro-Urdiales, otoczone malowniczymi klifami, z piękną plażą, zamkiem i potężnym kościołem. W tutejszych wąskich uliczkach kuszą malutkie bary, serwujące setki rodzajów tapas. Za namową rodaków spotkanych dwa dni wcześniej spróbowaliśmy popularny tu drink o nazwie Tinto de verano. Mi bardzo posmakował, a Kasia woli jednak wino nie chrzczone ;). Tinto de Verano to typowy hiszpański napój sporządzany z czerwonego wina i gazowanego napoju cytrynowego, z dużą ilością kostek lodu. Często podawany po obiedzie w upalne miesiące.

Castro Urdiales, znane również jako Flavíbriga, ponieważ znajduje się tu rzymska osada, ma urok małej wioski rybackiej. Panuje tu turystyczna atmosfera, której sprzyja piękno plaż Urdiales, El Fraile i Brazomar. Zespół kościoła Santa María z XIII-XV wieku, najważniejszego przykładu gotyku kantabryjskiego, oraz widoczny z każdego zakątka miasta zamek-latarnia tworzą najbardziej reprezentatywny obraz Castro Urdiales. W mieście znajdują się także cenne świadectwa sztuki naskalnej, takie jak jaskinia Peña del Cuco, w której znajdują się ryciny naskalne z górnego paleolitu z reprodukcjami jeleni, koni i kóz. Równie warte wspomnienia jest rzymskie stanowisko Flavíbriga, które zajmuje całe podłoże pod obecnym miastem, głębokość około dwóch metrów.
































































































































Dziś w sumie przedreptaliśmy 11 km. Pogoda piękna, choć ocean zimny jak Bałtyk w sierpniu. Nie sądziłem, że w listopadzie będziemy chowali się za kamperem w cieniu. Biwak mamy pod cmentarzem, więc towarzystwo w nocy będzie raczej spokojne. Chwila odpoczynku, obiad i trochę pracy na koniec dnia.






Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
