Poranek nad Dubrownikiem był pogodny. Na punkt widokowy przyszły też kozy podziwiać z nami panoramę wybrzeża Adriatyku. A może przyszły z nadzieją, że załapią się na śniadanie? Gdy tylko je zjedliśmy, spakowaliśmy biwak i ruszyliśmy w kierunku granicy z Czarnogórą.









Zaraz po przejechaniu granicy wjechaliśmy do miasteczka Herceg Novi. Pogoda trochę się popsuła i popadywał deszcz. To portowe miasto u wejścia do Zatoki Kotorskiej. Położone u stóp góry Orjen, jest uważane za najbardziej „zielone” miasto, zwane „miastem kwiatów. Zawdzięcza to wyraźnie śródziemnomorskiemu klimatowi, co skutkuje bardzo bujną roślinnością. Początki Herceg Novi sięgają 1382 roku, wtedy powstała tu twierdza Sveti Stefan, którą jednak nazywano Novi Grad. W swojej długiej historii miasto co jakiś czas było pod innym panowaniem, w latach 1482–1687 miasto było w rękach Turków, potem zawitali tu Hiszpanie którzy rozbudowali umocnienia miasta. Jednak po jakimś czasie Turcy ponownie przejęli miasto. w 1687 roku miasto należało do Republiki Weneckiej, wtedy przez jakiś czas nosiło nazwę Castelnuovo. Potem znowu jak w kalejdoskopie, miastem rządzą Habsburgowie, Francuzi, Rosjanie i z powrotem Francuzi. Po Kongresie wiedeńskim, przechodzi pod rządy Cesarstwa Austrii i jest częścią Królestwa Dalmacji. W czasie I wojny światowej miasto próbowało przejąć Królestwo Czarnogóry, ale finalnie Herceg Novi znalazło się w rękach Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców. Potem było już tylko Królestwo Jugosławii, a po II wojnie światowej Socjalistyczna Republika Czarnogóry. Po upadku ustroju socjalistycznego wchodzi w skład Federalnej Republiki Jugosławii, potem Serbii i Czarnogóry. Obecnie należy już tylko do Czarnogóry, choć w większości miasto zamieszkane jest przez Serbów. Tak bujna historia nie mogła nie odbić się na wyglądzie miasta, spotkamy się tu z architekturą zarówno romańską, bizantyńską, barokową, jak i orientalną. Jak w większości nadadriatyckich miasteczek, tak i tu stare miasto położone jest w sąsiedztwie starego portu, a najbardziej charakterystycznym zabytkami Herceg Novi są twierdze: (Kanli Kula, Jaka Kula, Španjola), wieża zegarowa i cerkiew św. Michała Archanioła. Oprócz tego warto zobaczyć: Trg Herceg Stjepana, plac miejski, nazywany też Belavista, Trg Mićo Pavlovića ze znajdującym się na nim dzwonnica św. Hieronima i kościołem św. Leopolda, cytadelę, katolicki kościół i dzwonnicę św. Hieronima, Monastyr Savina. Gdy znudzą się nam już zabytki, to możemy pospacerować po niewielkim ogrodzie botanicznym z roślinnością subtropikalną.




















Po zwiedzeniu miasta zaczęliśmy objazd Boki Kotorskiej, ogromnej zatoki wcinającej się w terytorium Czarnogóry. Mogliśmy stąd podziwiać wyspę Gospa od Škrpjela. To sztuczna wyspa w Zatoce Kotorskiej w Czarnogorze. Administracyjnie wysepka należy do miejscowości Perast. Według legendy wysepka powstała w miejscu, gdzie z wód Morza Adriatyckiego wystawała skała, na której znaleziono obraz Matki Boskiej, który zabrano do kościoła w Perascie. Jednak za każdym razem wracał on w niewyjaśnionych okolicznościach na skałę. Dlatego mieszkańcy postanowili w tym miejscu usypać wyspę i zbudować dla obrazu świątynię. Pierwszy kościół na wysepce powstał już w XV wieku, choć jego rozmiary były skromne. Dopiero wraz z rozbudową wyspy powstała większa świątynia. Obecny Kościół Matki Boskiej na Skale wybudowano w 1630, a w pierwszej połowie XVIII wieku dobudowano do niego okrągłą dzwonnicę. Wnętrze zdobi piękny marmurowy ołtarz z 1765 roku, który jest dziełem Antonio i jego syna Gerolamo Capellano z Genui. Bogato zdobione wnętrze kościoła pokrywa 68 barokowych obrazów olejnych Tryfona Kokolji z Perastu. Przykościelne muzeum mieści kolekcję wotywnych obrazów, malowideł i haftów wyobrażających wstawiennictwo Maryi w chwilach zagrożenia życia na morzu. Podczas trzęsienia ziemi w 1979 kościół i zespół zabudowań na wyspie nie poniosły uszczerbku, ponoć sztucznie utworzone podłoże z niespojonych kamieni zamortyzowało ruchy tektoniczne. Raz w roku 22 lipca, na pamiątkę znalezienia cudownego obrazu, mieszkańcy Perastu ubrani w tradycyjne stroje, podpływają łodziami wypełnionymi kamieniami i wrzucają je tuż obok wysepki na dno morza, więc być może za jakiś czas wyspa będzie jeszcze większa.








Zatrzymaliśmy się też przy Jaskini Sopot. Położoną jest pomiędzy Risan a Kamenari. Poniżej jaskinii znajduje się też niewielki wodospad, który przeważnie jest wyschnięty, można go podziwiać jedynie w okresach deszczowych. Jaskinia jest dzika, nie oświetlona i ogólnie dostępna.







Kolejnym przystankiem było miasteczko Risan. Otaczają je od wschodu Góry Ledenice, od zachodu Zvećana, a od południa wody Adriatyku. Miasteczko może poszczycić się nie lada atrakcją z połowy II wieku, są to mozaiki, które kiedyś zdobiły Wille Hypnosa. Jedna z nich przedstawia nawet rzymskiego boga. Ciekawostką może być to, że najwięcej odkryć na tym stanowisku dokonali polscy archeolodzy z Uniwersytetu Warszawskiego. Oprócz mozaik znaleziono tu stare amfory, dzbany, monety i fragmenty naczyń ceramicznych. Wstęp na stanowisko archeologiczne jest płatny. Oprócz tego w Risan warto zobaczyć Cerkiew Świętych Piotra i Pawła z 1601 roku, która znajduje się w centrum miasta. Obecny wygląd zawdzięcza przebudowie w latach 1722-1796. Kolejnym zabytkiem Risan jest pałac Iveliciów z XVIII wieku.









Drugą ciekawą wysepką na wodach Boki Kotorskiej jest Sveti Đorđe, czyli Wyspa św Jerzego. Sąsiaduje ona ze sztuczną wyspą Gospa od Škrpjela, którą już opisałem w naszym przewodniku. Wyspa jest niewielka i całą jej powierzchnię zajmuje klasztor benedyktynów św Jerzego. Jego początki sięgają XII wieku ale zakłada się, że mogło tu istnieć opactwo już w IX wieku. Klasztor nie miał spokojnej historii, w 1751 roku został spalony przez tureckiego pirata Karadoza, kolejna zagłada przyszła w 1667 roku, kiedy to klasztor został zniszczony przez trzęsienie ziemi. Przy klasztorze znajduje się też niewielki cmentarz gdzie w przeszłości grzebano najznamienitszych z Perastu. Niestety wyspa Sveti Djordje jest niedostępna dla turystów, więc możemy sobie na nią popatrzeć jedynie z brzegu.





Jedziemy dalej, do kolejnego miasteczka. Perast to niewielkie zabytkowe miasteczko, położone na wybrzeżu Boki Kotorskiej około 8 km na północ od Kotoru. Jego początki sięgają XIV wieku, kiedy to znajdowała się tu niewielka osada, w której budowane były okręty. Niespełna wiek później dostało się pod ponownie Republiki Weneckiej pod wpływam, której pozostawało aż do końca XVIII wieku. Wtedy też miasto przeżywało swój największy rozkwit. To właśnie z okresu weneckiego pochodzi większość zabytkowej zabudowy miasta. Przy głównej uliczce, przy nabrzeżu znajdziemy kawiarnie, restauracje i przepiękne dawne pałacyki wielmożów weneckich, z koronkowymi oknami, portykami czy kolumnami. To malutkie miasteczko portowe z którego rozpościera się przepiękna panorama całej Boki Kotorskiej jest obecnie bardzo cenione przez zasobniejszych turystów odwiedzających Czarnogórę, i pomimo że nie ma typowej plaży to warto się przespacerować nadmorskim bulwarem zwłaszcza że Perast jest częściowo zamknięty dla ruchu samochodowego.
























Minęliśmy Kotor i zaczęliśmy się wspinać serpentynami na górę zwaną potocznie Lovćen. Jednak jej szczyt i mauzoleum odłożyliśmy na kolejny dzień. Dziś chcieliśmy już tylko znaleźć miejsce na biwak i odpocząć. Miejsce znaleźliśmy dosyć wysoko, tuż przy punkcie widokowym. Na tej wysokości pogoda nie była zbyt łaskawa i było chłodno, więc za bardzo nie posiedzieliśmy na zewnątrz, nawet ogniska nie rozpaliliśmy, choć było naszykowane. Biedną Kasię dopadła jednak praca i musiała odpalić na trochę komputer, z czego nie była szczęśliwa. Dosyć szybko wszyscy zawinęli się do samochodu spać.















Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
