Rano ruszyliśmy w kierunku miejsca po leśniczówce Brenzberk. Minęliśmy nowy kościół w Mucznem i starą kapliczkę i za miejscowością weszliśmy na szlak.






W sierpniu 1944 r. teren ten był pod dominacją UPA. Polacy uciekający z Wołynia znaleźli schronienie u Franciszka Króla w leśniczówce Brenzberg. W okolicy pojawił się chłopiec, który opowiadał, że 15 sierpnia 1944 r., wracając rankiem zobaczył jak upowcy otaczają leśniczówkę. Potem słyszał ich wrzaski oraz krzyki i płacz ofiar. Chłopiec uciekł do Sokolik, ale dręczony niepewnością o los bliskich powrócił do lasu, gdzie został przez upowców ujęty i zamordowany. Inny świadek relacjonował: rankiem 18.VIII.1944 zaszliśmy do leśniczówki, gdzie wśród traw i pod płotami natknęliśmy się na zwłoki 74 osób. Ofiary nie miały ran postrzałowych. Ciała kobiet, dzieci i mężczyzn były okaleczone, ze śladami męczeńskiej śmierci zadanej jakies 3 dni temu. Po ubiorze poznawaliśmy, że to byli Polacy – leśnicy, kolejarze, administratorzy z folwarków a także bieżeńcy, w tym dwóch księży. Dziś miejsce to upamiętnia obelisk, a obok odsłonięto fundamenty leśniczówki.













Z leśniczówki już tylko rzut beretem na szczyt Jeleniowaty, na którym wznosi się wieża widokowa, z której rozpościera się piękna panorama Bieszczadów. Wieża znajduje się na najwyższej kulminacji szczytu na wysokości 907 m n.p.m. Wieżę wybudowano w 2020 z inicjatywy Nadleśnictwa Stuposiany. Jest to zwężająca się ku górze budowla konstrukcji stalowo-drewnianej o wysokości 34 m. Oczywiście zawitaliśmy i tu. Potem już zejście do Mucznego.













Opuszczamy już „Bieszczadzki Worek” i skierowaliśmy się do Stuposian, gdzie zatrzymaliśmy się przy dawnym cerkwisku. Jest tu ogrodzony teren starego cmentarza a w jego centralnej części stoi duży drewniany krzyż z tabliczką informującą, iż w tym właśnie miejscu stała cerkiew z 1787 roku. Oprócz tego zachowało się tu kilka starych nagrobków. Stuposiany były jedną z największych, zarówno pod względem powierzchni jak i liczby ludności wsi w Bieszczadach. W historycznych źródłach miejscowość pojawiła się po raz pierwszy w 1489 r. Stanowiła wówczas, najdalej wysuniętą na południowy wschód osadę olbrzymiego klucza należącego do rodu Kmitów.





Kolejne miejsce, które odwiedziliśmy, to wodospad koło Pszczelin. Po deszczowych dniach, nawet efektownie się prezentuje, bo czasami jak jest susza, to woda ledwo z niego ciurka.



Koło wodospadu jest fajne miejsce biwakowe, więc już tu zostaliśmy. W lesie nie uświadczysz nawet gałązki, więc ognisko odpuściliśmy. Kasia za to zrobiła pyszną zapiekankę w Omni. W sumie trochę odpoczęliśmy po trzech dniach dosyć długich wycieczek.








Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
