Rano w Sanoku odebraliśmy w biurze skansenu zaproszenia na nagrody zlotowe. Przy okazji w Kauflandzie zrobiliśmy zakupy i obraliśmy kierunek na Beskid Sądecki. Jedziemy do siostry i szwagra Kasi zaopiekować się domem na czas ich wyjazdu. Nawet nam to pasuje, bo w długie weekendy wszędzie dużo ludzi, wiec my się zaszyjemy w spokojnym miejscu. Oprócz opiekowania się ogródkiem, szklarnią, czas ten wykorzystamy na gotowanie bigosu na kolejny długi wyjazd, zamrożony będzie nam umilał zimę, gdzieś na południu Europy. Jeszcze trochę pracy przy kamperze, więc nudzić się nie będziemy. Po długim weekendzie wracamy w Bieszczady zorganizować Zlot Grupy Biwakowej, a potem kierunek Romania.

Jedziemy na zachód, pogoda w kratkę, ale czasami wyjdzie słońce, więc można się zatrzymać na jakieś foto. Tutaj punkt widokowy nad wsią Wawrzka, to już Beskid Sadecki.






Dojechaliśmy w okolice Nowego Sącza, jutro tu musimy zajechać na różnorakie zakupy. Musimy zaliczyć Decathlon, Action i jakieś OBI, bo w górach takich przybytków brak. Na biwak wybieramy fajne miejsce biwakowe koło wioski Uhryń. Kilka wiatek, miejsca na ogniska z grillami i naszykowany opał. Czego chcieć więcej. Choć pogoda nadal w kratkę udaje się upiec pyszne skrzydełka. Ja siedzę w kuchni, a Kasia w kamperze księguje, wychodzi tylko na papu. Ale tak zawsze robimy, jak jest gorsza pogoda, to więcej pracujemy, by w ładną mieć czas na zwiedzanie.








Idę jeszcze do pobliskiej kapliczki ze źródełkiem i na mały zwiad grzybowy. W źródełku woda jest, ale grzybów brak, więc wracam z pustymi rękoma, nie będzie dobrego śniadania.



Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
