Rano po nocnych burzach przyjemny chłodek wyciągnął mnie z pracą na zewnątrz. W końcu przyjemnie i nie smaży od wschodu słońca. Jednak to tylko chwila wytchnienia, bo dziś ma być kolejny upalny dzień.


Wczoraj nawet w cieniu markizy było gorąco, więc dziś, gdy wstała Kasia, przestawiliśmy się kilkanaście metrów w cień drzew. W miejscu gdzie wcześniej staliśmy już operowało słońce, tutaj mieliśmy prawie cały dzień przyjemnie. Zjedliśmy śniadanie i dzień przeznaczyliśmy na pracę, uzbierało się już jej trochę, więc to dobra okazja by nadrobić zaległości, skoro nic dziś nie zwiedzamy.


Od rana w polskiej tv straszą burzami i ekstremalnymi opadami połączonymi z porywistym wiatrem. Na FB co rusz wyświetlają się jakieś zdjęcia z armagedonu w Chorwacji, Węgrzech, Słowacji i Polski. U nas wieczorem radar pokazuje też przejście potężnego frontu. Stoimy pośród dosyć kruchych drzew, więc asekuracyjnie na czas przejścia frontu wyjeżdżamy z miejscówki i ustawiamy się na otwartej przestrzeni przy drodze. Front jednak groźnie wyglądał na radarze, fakt gdy doszedł do nas powiało mocniej, ale burze nas minęły i tylko popadało ze 2 godziny.


Wróciliśmy więc na nasze miejsce i zaraz potem poszliśmy spać, bo w końcu powiało chłodem i w kamperze zrobiło się przyjemnie. Teraz niby dwa dni wytchnienia od ekstremalnych temperatur, ale potem powrót upałów. Mieliśmy w planie Dobrudżę, ale chyba jednak zostaniemy w górach, gdzie chociaż wieczorem można liczyć na odrobinę chłody. W Delcie Dunaju i nad Morzem Czarnym nawet noce są gorące, do tego jak pomyślę, o tamtejszych komarach, które pewnie z niecierpliwością nas oczekują, to chyba jednak ten region zostawimy na tranzyt w drodze do Grecji jesienią 😉
Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
