Trochę ciężki poranek po wczorajszym grillu. Jola z Jackiem zapraszają nas na śniadanie i namawiają byśmy jeszcze zostali. Jednak uciekamy, bo tak naprawdę od czwartku jesteśmy gdzieś w gościach i już marzy nam się łono natury. Ruszamy dalej na zachód. Mijamy Beskid Makowski, Beskid Mały i Beskid Żywiecki. W Lachowicach zatrzymujemy się, by zobaczyć tutejszy drewniany kościół. Świątynia została wzniesiona w latach 1789–1791 na miejscu wcześniejszej kaplicy cmentarnej z 1707 roku. Jest cennym reprezentantem drewnianej architektury sakralnej Małopolski, wpisanym na Szlak Architektury Drewnianej. Otaczające budowlę przystanki—częściowo otwarte podcienia wsparte na słupach, z gontowymi daszkami. W ich wnętrzu umieszczone są stacje Drogi Krzyżowej z 1846 roku autorstwa Antoniego Krząstkiewicza. Główny ołtarz barokowy (późny barok, poł. XIX w.), zawiera obraz Madonny z Dzieciątkiem – barokową kopię gotyckiego wizerunku Madonny Doudlebskiej (Madonna Piekarska). Cztery ołtarze boczne – barokowe i barokowo-klasycystyczne, z pocz. XIX w. Na ścianach kompozycje ornamentalno-figuralne z 1794 r., odnowione w 1836 r.; apostołowie namalowani w 1891 r.














Kolejna drewniana świątynia, przy której robimy przystanek to kościół Nawiedzenia NMP w Juszczynie. Kościół został wzniesiony w latach 1922–1927 według projektu Stanisława Moskalskiego, cieśli z Żywca. Jego powstanie było odpowiedzią na tragiczną powódź z 16 lipca 1908 roku, która pochłonęła życie 21 mieszkańców – mieszkańcy chcieli, by Matka Boża chroniła ich przed kolejnymi klęskami. Jest to drewniana świątynia o konstrukcji zrębowej, oszalowana deskowo na zewnątrz i wewnątrz, osadzona na solidnej kamiennej podmurówce. Główny ołtarz utrzymany jest w neogotyckim stylu, w formie tryptyku — zawiera obraz Nawiedzenia NMP oraz rzeźby św. Piotra i Pawła. Po bokach znajdują się boczne ołtarze: po lewej przedstawiający Najświętsze Serce Jezusa i św. Wojciecha, po prawej – św. Józefa z Dzieciątkiem i Maryję z Dzieciątkiem.


Wjechaliśmy w Beskid Śląski i tutaj za Milówką zakończyliśmy dzień. Parking z wiatą i ogniskiem na końcu drogi, cisza i spokój, bo skończyły się wakacje i zniknęli wakacyjni turyści. Po ostatnich gościnach byliśmy tak zmęczeni, że nawet nie chciało nam się ogniska rozpalać. Trochę poleżeliśmy, trochę posiedzieliśmy na powietrzu i pewnie zaraz pójdziemy spać.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
