Dzień 403 – Dzień wodospadów na Thosos

O 5 rano obudził mnie poranny smrodek z kuwety. Fajka w usta i idę rozminować koci wychodek. Kawka, praca i wschód słońca.

Śniadanie, podkarmiliśmy jeszcze miejscowe z kociaki, które całą noc pilnowały kampera. Kiedy wieczorem chodziłem z czołówką, to gdzie nie zaświeciłem, to świeciły kocie oczy. Po małą kociczkę nikt wczoraj nie przyjechał, ale może dziś ktoś ją odbierze bo francuzi jeszcze zostali. Żal było zostawić te koty, ale co zrobić, już dwa przygarnęliśmy i więcej nie damy rady.

Ruszamy teraz w góry w głąb wyspy do wodospadów Maries. Za wioską Kalyvia zatrzymujemy się przy starej zamkniętej świątyni Świętego Elefteriosa. Świątynia została zbudowana w 1980 roku. Na marmurowej inskrypcji widnieje napis: „Święta świątynia Agios Eleftherios została ponownie wzniesiona przez archimandrytę Eudokimona Asikiego przy pomocy wszystkich chrześcijan z wioski w 1980 roku”.

Pniemy się do góry górską drogą, wokoło nas same gaje oliwne z bardzo starymi drzewkami. Zaczął się właśnie sezon ich zbioru, więc pod drzewkami rozłożone są płachty a oliwki są strząsane z drzewek. Naszym następnym przystankiem są ruiny młyna wodnego Maries. Wioska Maries znajduje się w południowo-zachodniej części wyspy Thassos, w dolinie u podnóża masywu góry Ipsarion. Z ruin wystają fragmenty kamiennych murów, być może pozostawione podziały pomieszczeń młyna, części konstrukcji koła albo koryta doprowadzającego wodę. Choć dokumentacja jest ograniczona, to właśnie ten stan daje wyobrażenie dawnej funkcji.

Okolica ta znana jest też nie tylko z produkcji oliwy, ale też i miodu. Na każdym skrawku ziemi ustawione są ule, nawet na poboczu drogi.

Docieramy do celu, w pobliżu wodospadów jest niewielki parking, gdzie zostawiamy kampera. Widać, że w sezonie działa tu jakiś rustykalny letni bar. Jest też wiata piknikowa, a nawet kran z wodą.

W pierwszej kolejności kierujemy się do kaskad trzech wodospadów. Mijamy malownicze górske jeziorko Λίμνη Μαριών. To jedyne jezioro na wyspie Thasos. Nie jest to jezioro naturalne, lecz sztuczne, utworzone dla potrzeb rolnictwa (systemów irygacyjnych).

Wodospady Maries nie są może zbyt imponujące, ale bardzo malownicze, szczególnie jesienią. Warto zaznaczyć, że w sezonie letnim część z tych wodospadów może być bardzo słabo widoczna lub całkowicie sucha, bo wody na wyspie jest wtedy znacznie mniej. Dochodzimy do pierwszej kaskady.

Kawałek dalej jest kolejna mała kaskada.

Do trzeciej kaskady trzeba trochę się powspinać po skałach, ale warto. Kończy ona też niewielki malowniczy kanion.

Do czwartej kaskady musimy się kawałek wrócić, znajduje się ona poniżej jeziorka, dosyć dobrze ukryta w lesie, ale dojście jest oznakowane czerwonymi strzałkami.

Wracamy do kampera. Panuje tu taka cisza i spokój, że postanawiamy tu już zostać na nocleg, choć w planach był dziś jeszcze jeden wodospad. Nie ma tu kotów, psów, tylko po krzakach hasają jakieś dzikie kozy. W końcu nasze koty będą się mogły bezpiecznie do woli wybiegać, co też czynią. Biorą trochę przykład z kóz i skaczą prawie po pionowej skale. My trochę odpoczywamy, trochę ogarniamy kampera, wykorzystując nieobecność kotów. Gdy słońce chowa się za góry chowamy się do kampera, bo w górskiej dolinie robi się chłodniej niż nad morzem.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.