Dzień 499 – Wyspa Poros

Ja jak zwykle pobudka koło piątej rano, wtedy najlepiej mi się pracuje, Kasia natomiast woli popołudniami i wieczorami.

Dziś udajemy się na Wyspę Poros, do miasteczka o tej samej nazwie. Nie przeprawiamy się kamperem, bo trochę nie ma sensu, bo taksówka wodna kosztuje 1,5€. Idziemy do portu i po chwili jesteśmy na wyspie.

Poros to malownicze miasto i jednocześnie główna miejscowość wyspy Poros, położonej w Zatoce Sarońskiej, bardzo blisko wybrzeża Peloponezu. Wyspa w rzeczywistości składa się z dwóch części: mniejszej, wulkanicznej Sferii, na której leży miasto Poros, oraz większej, zielonej Kalavrii, połączonych wąskim przesmykiem.

Miasto Poros wyróżnia się amfiteatralną zabudową – białe domy z czerwonymi dachami wspinają się po zboczu wzgórza nad portem. Charakterystycznym punktem miasta jest wieża zegarowa, widoczna z daleka, stanowiąca jeden z symboli wyspy. Port tętni życiem: cumują tu promy, jachty i łodzie rybackie, a nabrzeże wypełniają tawerny, kawiarnie i małe sklepy.

Poros zachował spokojny, kameralny charakter, mimo że jest popularnym celem turystycznym, szczególnie na krótkie wypady z Aten. Wąskie uliczki, neoklasycystyczna architektura i bliskość morza nadają miastu typowo grecki klimat. W okolicy znajdują się liczne plaże, a z miasta łatwo dotrzeć na piesze szlaki prowadzące przez zalesioną część wyspy.

Po powrocie z wyspy jedziemy jeszcze zrobić zakupy na weekend i musimy się trochę wrócić, bo jutro w planach zaległa Wyspa Hydra. Po drodze stajemy przy kaplicy położonej na widokowym cyplu i zastanawiamy się, czy nie zostać tu na biwak.

Miejsce fajne, ale rezyduje tu bezpański pies i nie wiemy, czy się dogada z kotami. Pojedziemy jednak na sprawdzone miejsce, gdzie nocowaliśmy przedwczoraj. Najpierw jednak pojedziemy do przystani promowej, sprawdzić o której mamy jutro transport na Hydrę. W Grecji informacje w internecie często są nieaktualne, więc lepiej sprawdzić. Mamy rejs o 10 rano i o 16 powrót.

To teraz już wbijamy na miejscówkę przy lagunie w Metochi. Dziś naprawdę przygrzało, chyba najcieplejszy dzień tej zimy, bo termometr pokazywał 30 stopni w cieniu, pewnie trochę przekłamywał na plus, bo auto jednak oddaje trochę ciepła, ale na słońcu było na pewno grubo powyżej 30. Nawet pobrodziłem trochę w morzu, ale jakoś na kąpiel się nie skusiłem. Fajnie się siedziało na słonku, w międzyczasie obiadek, ale gdy już się chyliło ku zachodowi pojawiły się komary i trzeba było uciekać do kampera. Koty w końcu trochę sie wybiegały, a teraz śpią jak zabite.

Wieczorkiem tradycyjnie praca.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.