Poranek jeszcze pochmurny, ale szybko wychodzi słońce i robi się gorąco. Jemy śniadanie i jedziemy do miasteczka Stoupa.

W latach 1917–1918 Kazantzakis przebywał w Stoupa, gdzie prowadził niewielkie przedsięwzięcie wydobycia węgla brunatnego w okolicznych klifach Prastova. Do współpracy zaprosił Giorgosa Zorbasa – doświadczonego górnika i niezwykle barwną postać.
Zorbas nadzorował pracę w kopalni i organizował transport węgla do morza. Kazantzakis obserwował życie robotników i charakter swojego przyjaciela. Doświadczenia z tego okresu stały się później podstawą powieści o Zorbie.
Nikos Kazantzakis mieszkał w tedy w niewielkim domku przy plazy. Dom symbolizuje realne miejsce, w którym narodziła się historia jednej z najsłynniejszych postaci literatury greckiej. Choć akcję powieści Kazantzakis przeniósł później na Kretę, inspiracja i wydarzenia, które doprowadziły do powstania książki, miały miejsce właśnie w Stoupa.
Tak się złożyło, że Kasia ma akurat na pokładzie tą powieść, więc zabrała ja ze sobą w to miejsce.










Obok domu Kazantzakis jest jeszcze jedna ciekawostka, małe, naturalne źródło bardzo zimnej słodkiej wody, czasem nazywana też „Zorba’s pool. Pritzipas Cold Well to niewielki skalny basen lub zagłębienie w skałach, do którego wypływa bardzo zimna woda źródlana. Woda ta pochodzi z podziemnych źródeł i miesza się częściowo z wodą morską, dlatego nawet w środku gorącego lata jest wyjątkowo chłodna. Wielu odwiedzających zanurza się tam na chwilę, traktując to jako naturalną „lodowatą kąpiel”.







Kolejne miejsce na dzisiejszej mapie to Kardamyli, szczególnie jego historyczna. to jedno z najbardziej klimatycznych miejsc na półwyspie Mani. Stare miasto Kardamyli leży na niewielkim wzgórzu tuż nad morzem i oddzielone jest od nowszej części miejscowości małą rzeką. Otoczone jest gajami oliwnymi i kamiennymi murami, które nadają mu średniowieczny charakter. Budynki mają często kilka stuleci. Wiele z nich było dawniej wieżami rodowymi, które służyły zarówno jako domy, jak i fortyfikacje chroniące mieszkańców podczas lokalnych konfliktów rodowych. Wśród nich stoi bizantyjski kościół Agios Spyridon z charakterystyczną dzwonnicą. Całość tworzy niewielką, częściowo otoczoną murami osadę przypominającą miniaturową twierdzę.







































Mieliśmy jeszcze w planach targ w Kalamacie, ale jest dopiero w środę, trochę długo by trzeba czekać, więc robimy dłuższy przeskok na północ, bo w środę mamy też duży targ w Nauplion. Akurat do środy tam dojedziemy.
Wbijamy się w głąb gór półwyspu Mani. Po drodze robimy akcję ratunkową żółwia, który przechodził sobie spokojnie przez drogę w niedozwolonym miejscu 😉 A na serio, to na samym zakręcie, co mogło się dla niego źle skończyć. Nie wiem czy jego skorupa wytrzymuje najechanie samochodu, ale zatrzymaliśmy się i zdjęliśmy go z drogi.


Koło wioski Faneti, na górskiej przełęczy napotykamy dwukondygnacyjny bunkier. Jego lokalizacja sugeruje, że miał kontrolować przejazd przez wąską przełęcz – każdy, kto przechodził tą trasą, znajdował się w zasięgu obserwacji lub ognia z bunkra. Dokładna data budowy nie jest nam znana, ale podobne bunkry w południowym Peloponez powstawały głównie w czasie II wojny światowej (okres okupacji i walk) i latach powojennych i podczas greckiej wojny domowej (1946–1949).









Kawałek dalej gdzieś ponoć jest wodospad, ale nie ma go na żadnych mapach, więc ciężko będzie go odszukać. Gdzieś w jego okolicy znaleźliśmy miejsce na biwak, nawet fajną górską polanę, a jutro rano będziemy szukać wodospadu. Udało mi się u miejscowego pasterza tylko potwierdzić, że jest tutaj i mniej więcej w jakim kierunku mamy iść.





Na górskich łąkach też już robi się kolorowo i wszystko powoli kwitnie, choć klimat tu ciut ostrzejszy niż na wybrzeżu.















Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
