Dzień 476 – Prawie na lądzie

Dziś przeprawa promowa, więc muszę Kasię obudzić dużo wcześniej niż zwykle. Budkę z biletami i prom otwierają o siódmej. Chcemy to ogarnąć jak najwcześniej, bo jak prom pusty, to łatwiej się w środku manewruje. Po wjeździe trzeba zrobić nawrotkę i ustawić się przodem do wjazdu. Od rana na fejsie wyświetlają mi się informacje o 33 rocznicy zatonięcia Heweliusza, nawet nie mówię tego Kasi, bo niedawno oglądaliśmy film o polskim promie, a po ostatnim sztormowym rejsie, dzisiejszy bardzo przeżywa dzisiejszy. Na szczęście jej się nic nie wyświetliło, a morze dziś spokojne jak jezioro. Ustawiamy się na promie, ja robię sobie na szybko kanapki, Kasia, nie chce, bo jej na samą myśl rejsu już niedobrze. No ale na chorobę morską zapodaje sobie Metaxe. Zostawiamy nasze biedne koty, które ostatni rejs nie zniosły zbyt dobrze, dziś pewnie będzie lepiej, ale na wszelki wypadek zabezpieczamy łóżko i siedzenia, gdyby się im menażki poprzewracały 😉

No to płyniemy, zostawiamy za sobą wyspę Skiros, ale nie płyniemy też na stały ląd, tylko na wyspę Evia, ta na szczęście z lądem połączona jest mostem, więc na stały ląd wrócimy na kołach. Dzisiejszy rejs to bajka w porównaniu do tego na Skiros. Morze płaskie jak stół, a podróż upływa jak rejs statkiem spacerowym po Jeziorze Solińskim ;). W dzień też fajniej się płynie, bo można coś z pokładu zobaczyć. Dobijamy do portu, schodzimy pod pokład, a tam zonk, jesteśmy tak zastawieni, że nie wejdziemy do kampera, musimy czekać, aż część aut wyjedzie. Dopiero jak zjeżdżamy z promu, mówię Kasi, jaka dziś jest rocznica 😉

Stoimy w porcie Kimis, Kasia dopiero robi sobie śniadanie, koty też dopiero dostały jeść, przed rejsem miały post. Rejs zniosły już lepiej jeśli chodzi o wymiotowanie, ale zestresowane były bardzo. Jeżeli będziemy płynąć na Kretę, zastanawiamy się czy je zostawiać na tyle godzin w kamperze, czy zabrać je na pokład. Nie miała baba kłopotu, przygarnęła sobie koty ;).

Idziemy jeszcze na szybki spacer po porcie Kimis, bo jak tu wcześniej przyjechaliśmy, to na spontanie zapadła szybka decyzja, płyniemy na Skiros. Gdyby nie spontan, pewnie wyspy byśmy nie zobaczyli, bo to był ostatni prom, który popłynął na wyspę. Potem było kilka dni sztormu i na pewno byśmy nie czekali, tylko pojechali dalej. Dzielnica portowa mało ciekawa, kilka tawern, małych sklepików, większość o tej porze roku zamknięta.

No dobra, trzeba jeszcze coś dziś zobaczyć. Ruszamy powoli w kierunku południowym Evii.

Wywierzysko Kolethra Spring jest jednym z ciekawszych przykładów naturalnych źródeł krasowych na tym obszarze. Wypływa u podnóża skalistego zbocza, w otoczeniu surowego, górzystego krajobrazu charakterystycznego dla środkowej części wyspy. Źródło ma postać niewielkiego zbiornika o krystalicznie czystej, chłodnej wodzie, która wypływa bezpośrednio ze szczelin w wapiennych skałach. Intensywność wypływu zmienia się w zależności od pory roku i opadów, co wskazuje na zasilanie przez podziemny system krasowy. Woda jest wyjątkowo przejrzysta, a jej barwa waha się od turkusowej do głębokiej zieleni, w zależności od światła i głębokości.

W wiosce Chania zatrzymujemy się przy ładnej, starej cerkwi św. Demetriusza. Jest to ważny zabytek sakralny i architektoniczny regionu centralnej Euboi. Św. Demetriusz (Agios Dimitrios) – jeden z najważniejszych świętych w prawosławiu, szczególnie czczony w Grecji. Kościół ma źródła w okresie bizantyjskim, prawdopodobnie już od XIII wieku, a niektóre elementy konstrukcyjne sięgają nawet wcześniejszych faz budowlanych, być może nawet XI wieku. Według badań świątynia została wzniesiona na pozostałościach wcześniejszego, starożytnego kultu religijnego, co wskazuje na ciągłość funkcji sakralnej tego miejsca od czasów starożytnych. W średniowieczu mogła pełnić rolę siedziby biskupiej w regionie Avlonari, co podkreśla jej znaczenie nie tylko jako miejsca kultu, ale także jako centrum religijnego i administracyjnego.

Obok Chani, na wzgórzu rozciąga się wioska Avlonari. Miejscowość zachowała tradycyjny, wiejski charakter: kamienne domy, wąskie uliczki oraz niewielki plac stanowią centrum życia lokalnej społeczności. Najważniejszym i najbardziej rozpoznawalnym zabytkiem wioski jest wieża Avlonari. Jest to średniowieczna, kamienna budowla obronna, wzniesiona prawdopodobnie w okresie frankijskim, między XIII a XIV wiekiem, kiedy Evia znajdowała się pod wpływem zachodnioeuropejskich feudałów. Wieża ma masywną, prostokątną formę i została zbudowana z dużych, surowo obrobionych bloków kamienia. Jej pierwotną funkcją była obrona oraz kontrola okolicznych terenów rolnych i szlaków komunikacyjnych.

Kasi uzbierało się już sporo pracy, więc dziś kończymy wcześniej, żeby podgonić zaległości. Jedziemy do Aliweri zrobić zakupy, bo tam mamy Lidla i szukamy jakiegoś fajnego miejsca na biwak. Znajdujemy je nad jeziorem Limni Distos. Dokładnie to widokowa polanka koło kaplicy Świętego Jerzego.

W sąsiedztwie mamy jeszcze Akropol starożytnego Dystos i wzgórze Kontostavleika – ruiny starożytnej osady. Jednak te atrakcje zostawiamy sobie na jutro rano. Teraz trzeba coś zjeść, a że nie wieje, to robimy dziś frytki. Jeszcze chwila na powietrzu, bo dziś jest fajnie ciepło i do kampera do roboty 😉 Miejsce jest naprawdę fajne, cisza spokój, nikt tu się nie pojawił przez pół dnia. Wokół kwitną zawilce, a widoki też całkiem fajne. Kasi klienci dosypali faktur, więc zostaniemy tu jeszcze jutro. Koty mają raj, pełno krzaczorów i drzew, nie ma innych lokatorów tego terenu, więc czują się bezpieczne.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.