Wieczorem oglądaliśmy spektakl mgieł i chmur nad Castillo de Cumbres Mayores. Zamek wyglądał jak by płonął.



Rano udaliśmy się na zwiedzanie twierdzy, jednak okazało się, że jest zamknięta, jak i sąsiedni kościół. Zamek jest częścią systemu obronnego „Banda Gallega”. Budynek ten podlegał jurysdykcji miasta Sewilla, któremu przyznano przywilej podpisany przez króla Sancho IV w Toro 4 listopada 1293 r. na budowę zamku Cumbres Mayores. Powody jego budowy były w pełni uzasadnione w kolejnych stuleciach, gdyż w późnym średniowieczu często dochodziło do wojen pomiędzy sąsiadującymi królestwami Sewilli i Portugalii.










Nasz chwilowy pobyt w Hiszpanii dobiegł końca i wróciliśmy z powrotem do Portugalii, by ją dokończyć, a do Hiszpanii ponownie wjedziemy za jakieś kilkanaście dni.

Po wjechaniu do Portugalii skierowaliśmy się do Parku Natury de Noudar. Kasia długo się broniła przed zdjęciem na huśtawce z napisem Pipa 😉 To nazwa pobliskiego źródła.

W dole widać dolinę rzeki Múrtega, w którą zaraz zjedziemy.


W dole znajduje się wspomniane źródło Pipa i stary młyn, też o nazwie Pipa. Fajne i urokliwe miesce.





















Dosyć wąskim mostem musieliśmy przeprawić się na drugi brzeg, to Ponte da Ribeira de Múrtega.



Teraz 8 km trochę lichą szutrową drogą i otwiera nam się widok na Castelo de Noudar. Położony pomiędzy brzegami rzek Múrtiga i Ardila, płynących ze wschodu na zachód, został ukończony w 1307 roku za panowania króla Dionizosa. Średniowieczna twierdza odgrywała ważną rolę w obronie granicy z Kastylią na początku XIV wieku.














Pod zamkiem trafia się świetna polana na biwak, więc tu zostaniemy, zostaniemy nawet na dwa dni, bo miejsce jest magiczne. Trochę tylko obawiamy się o Parchatkę, bo ma tu miejsce PRO-IBERLINX – Ochrona i zachowanie rysia iberyjskiego. Mamy nadzieję, że nie spotka na swojej drodze rysia 😉




Dzisiaj też przypada nam mała rocznica. To już 10 lat jesteśmy oficjalnie razem. Zleciało nie wiadomo kiedy. Z tej okazji był szampan, truskawki i inne przekąski. Zjedliśmy i przyszła pora na deser, czyli truskawki. Nie wiem co się stało, ale po zjedzeniu kilku truskawek, coś mnie uczuliło i usta mi zdrętwiały i napuchły tak, że wyglądałem jak jakaś laska z Tik Toka. Nigdy czegoś takiego nie miałem po truskawkach, niedawno to samo miałem po ananasie. Czyżbym się na coś uczulił? Na szczęście po jakimś czasie obrzęk ustąpił, ale resztę truskawek będzie już tylko dla Kasi.

I tak minął fajny dzień, a jutro będzie jeszcze fajniejszy, bo nigdzie się nie ruszamy i cieszymy się słońcem.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
