Rano wróciła pogoda, choć jeszcze nie zrobiło się ciepło. Ociepliło się, kiedy słońce wzeszło wyżej. Dziś w planach objazd zachodniej części wyspy i biwak w okolicy promu.







Ruszyliśmy, ale po kilku kilometrach zajechaliśmy na cypelek przy plaży Kyra Panagia. Na cypelku znajduje się kaplica o tej samej nazwie. Miejsce fajniutkie, nawet żałowaliśmy, że przed wczoraj tu nie dojechaliśmy.

















Docieramy do malutkiej wioski Atsitsа. Pierwsze co rzuca się tu w oczy, to ruiny jakieś dziwnej budowli wrzynającej się w zatokę. W przeszłości Atsitsa pełniła funkcję portu obsługującego kopalnię żelaza na wyspie, a do dziś zachowały się tam ruiny dawnej stacji przeładunkowej.










Dalej droga prowadzi nas w góry. Pnie się serpentynami coraz wyżej, podjazd prawie 15%, wyskakujemy za zakrętu na północne zbocze, a tam na drodze śnieg i lód. Koła zaczynają buksować, bo podjazd fest, ale widać niewielkie wypłaszczenie, o ile można je tak nazwać, raczej mały odcinek gdzie nie jest tak stromo. Zatrzymujemy się, no to chyba mamy problem. Droga wąska, nie ma szans się tu zawrócić do tego stromo, więc ryzyko zjazdu bokiem. Idę na zwiad co dalej za zakrętem, a tam jeszcze gorzej. Mamy letnie opony, ale nawet zimowe by tu nie pomogły, bo wyjeżdżone koleiny pokrywa lód. Z góry jedzie terenówka i facet pokazuje na dalszą drogę i kręci głową, czyli na pewno nie ma co próbować jechać do przodu. Nie ma wyjścia, powoli cofamy tyłem, bardzo delikatnie, by nie stracić przyczepności. Uff, udaje się, w końcu jesteśmy na suchym asfalcie, ale nadal nie ma opcji zawrócenia. W sumie jakieś 2 km na wstecznym w dół, wąskimi serpentynami. Kasia idzie pieszo, by ostrzec, gdyby coś jechało do góry, bo podjazd jest taki, że każdy ciśnie ostro, by nie stracić obrotów silnika. W końcu jest szerzej i możemy zrobić zawrotkę. Nogi od sprzęgła i hamulca bolą, więc gdy tylko stoimy na płaskim, robię odpoczynek.



Objeżdżamy wyspę drugim brzegiem, tutaj droga nie prowadzi aż przez takie wysokie góry i tylko czasami pojawiają się łaty śniegu i lodu. Dojeżdżamy do miasteczka Skiros. Tutejszy market jest nieźle zaopatrzony w porównaniu do innych sklepów na wyspie. Uzupełniamy zakupy. Obok sklepu kolejna z dziesiątek kapliczek, więc idę na nią rzucić okiem.



Docieramy w końcu do portu w Linaria, już z góry widzimy, że nie cumuje prom, więc już wznowił kursy. Prom z wyspy odpływa o 8 rano, a wraca na nią około 19-stej. Parkujemy w porcie, ale okazuje się, że budka z biletami na prom, czynna będzie dopiero jutro o 7 rano. Mieliśmy już jechać na biwak, na jakieś fajniejsze miejsce, ale podchodzi do nas bosman portu i pyta się, czy potrzebujemy prąd, łazienkę itp. Daję mu folder naszej aplikacji, jest zadowolony, że miejsce jest dodane i daje nam jeszcze materiały o usługach dostępnych w porcie. Dostajemy też hasło do Wi-Fi, bo to otwarte jest słabej jakości, kod do toalet, łazienek i telefon, gdybyśmy czegoś potrzebowali, miło.
Idziemy na piwko, do baru, gdzie rozpoczęliśmy pobyt na wyspie po przypłynięciu, to też i tu zakończymy pobyt na wyspie. Zaglądamy do teczki, którą dał nam bosman, no proszę informacje wydrukował nam po polsku, co prawda tłumaczone translatorem, ale już łatwiej. Doczytujemy, że są tu pralki i suszarki, no to super 🙂 W Grecji pralnie są słabo dostępne, a jak już są, to gdzieś w centrach miast, gdzie dojazd kamperem jest wyzwaniem, a zaparkowanie pod pralnią graniczy z cudem. Tutaj mamy całe popołudnie, bo prom odpływa rano, więc trzeba je wykorzystać na pranie.




Pewnie fajniej by było posiedzieć na słonku przed barem i obserwować leniwe życie portu, ale dopijamy piwo i idziemy na poszukiwanie pralni. Obeszliśmy wszystko wzdłuż i wszerz, no nie ma, może info na wydruku nieaktualne? Wysyłam sms do bosmana, odpisuje, że pralki są i zaraz do nas przyjedzie. Faktycznie są w bosmance, otwiera nam ją, tłumaczy obsługę, ale mamy mało bilonu, więc pobiera opłatę w papierku i programuje nam pralki i suszarki. Prosi by po skończeniu prania zatrzasnąć drzwi, bo przyjedzie dopiero rano, chce nam włączyć nawet telewizor, ale dziękujemy, bo po grecku znamy na razie dwa słowa 😉 No to mamy najwygodniejszą pralnię jak do tej pory, kanapa, stolik, tv, nawet ekspres do kawy. Jest żelazko, deska, ale już od lat nie używamy tych czasopochłaniaczy 😉 Przynoszę skrzynki z brudkami, winko, piwko i patrzymy w okrągłe okienka pralek 🙂 Mamy ogromny stół, więc od razu składamy wszystko na ciepło. Zawsze się zastanawiam czy tym razem będą jakieś sierotki, czyli skarpetki bez pary i jak zawsze, są 😉



Pranie zrobione, trochę pstryków z portu, w międzyczasie obiad i powoli kończy się dzień.


















Wieczorem na horyzoncie pojawił się nasz prom z Evii, którym jutro opuścimy Skiros. Dobił do portu, a my jeszcze trochę posiedzieliśmy i poszliśmy spać. Jednak pobyt na takiej wyspie daje mały dyskomfort, niby czas nas nie ogranicza, ale świadomość, że jesteśmy zdani na łaskę żywiołów by opuścić wyspę, gdzieś tam w głowie siedzi.





Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
