Dziś ma być deszczowy dzień, wiec poranek wykorzystujemy na zakupy. Jedziemy do Włodawy po spożywkę i wielki gar do gotowania bigosu. Nadchodzi fala odwiedzin znajomych, więc trzeba mieć w zamrażarce gotowce.
Wracamy do domu i bierzemy się do pracy. Kasia dziś szaleje z odkurzaczem piorącym, a ja walczę dalej z basenem. Powoli robi się pełny i pewnie jutro osiągnie odpowiedni poziom.


Splantowany teren bod basen był trochę większy niż niecka i podpory, więc teraz te nadwyżki trzeba podsypać ziemią i ułożyć na niej zerwaną darń. Mam nadzieję, że zerwana trawa na nowo się przyjmie i za kilka dni otoczenie basenu się zazieleni. Robota idzie wolno, bo co chwile przechodzą deszczowe chmury, ale sporo udało się zrobić. Został już tylko tył basenu.


Na 17 lipca mamy zamówione szambo i wtedy będziemy tworzyć punkt serwisowy dla kamperów i ustawiać kontener sanitarny. Na razie zamówiliśmy toj tojka, na wypadek, gdyby już ktoś bardzo chciał skorzystać z postoju na naszym siedlisku.


I tak nie wiadomo kiedy zleciał dzień. Oj chyba jesteśmy przemęczeni, bo jeszcze widno za oknem a my już w łóżku 😉

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
