Po trzech dniach przerwy nareszcie poranek w lesie. Po kilku dniach bez deszczu rewelacji nie ma, ale trochę podgrzybków i kurek wpadło do siatki.
Po powrocie i śniadaniu żegnamy Teresę i Wiktora, byli u nas dwa tygodnie i na więcej nie dali się namówić 😉 Bartek jeszcze zostaje do piątku.
Z Beskidu Sądeckiego przywieźliśmy kolejne drzewka i krzewy. Część dostaliśmy od Grażyny i Leszka, część dokupiliśmy, więc było co wkopywać.




Kasia już musiała wbić w komputer i zająć się księgowością. Mi się jeszcze udało zrobić porządek z gałęziami, które zlegały po przycinaniu lip. Grubsze poszły na opał, a reszta w ognisko. Dni coraz krótsze, ale jeszcze zdążyłem przyciąć dodatkowe półki do regału w spiżarni, by pomieścić więcej słoików. Jutro jeszcze je tylko pomaluje i można zapełniać spiżarkę, na razie pustymi słoikami, ale jak ruszą grzyby, to się zapełnią.
Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
