Dwa dni bez lasu przez wizytę w Lublinie, no to skoro świt uderzam na grzyby. Nadal słabo, a to już prawie koniec września. Oczywiście coś tam nazbierałem, ale nadal trzeba się nachodzić, żeby wogule coś znaleźć.



Przyszedł chłodny front i za oknem deszczowo i zimno. Za zimno by otwierać drzwi dla kotów, a te domagają się spaceru. Nie ma wyjścia, trzeba im zamontować kocie wejście. Dziura wyrżnięta, drzwiczki zamontowane, koty przetestowały i zadowolone.




Mimo to w domu jakoś tak nieprzyjemnie. Od dwóch tygodni czekamy na kominiarza, by zrobił przegląd kominów, ale coś długo mu się do nas jedzie. No trudno, muszę przetestować komin sam. Najpierw wkład z kartonów, no pali się ładnie, cug jest super, więc komin raczej czysty. No to dokładam drewno i przetestujemy centralne. Zalane jest glikolem, ale przez osiem lat nieużytkowania mogło go trochę ubyć. Już jakiś czas temu zakupiłem 60 litrów, więc taszczę bańki na stych, by uzupełnić płyn. Tak jak się spodziewałem trochę było go mało i weszło jakieś 45 litrów. No to układ napełniony, teraz odpowietrzanie grzejników. We wszystkich było powietrze, a po odpowietrzeniu grzejniki zrobiły się gorące i w domu zrobiło się przyjemnie ciepło. No niestety będzie już trzeba przepalać trochę w centralnym, ale ważne, że wszystko działa.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
