Kierunek Wrocław

Rano szybkie pakowanie i mały zonk. Chcę nalać wody do kampera, a tu woda w wężu zamarznięta, tak od kilku dni choć w dzień cieplutko, to nad ranem mamy przymrozki. Na szczęście trochę leci, więc powoli zbiornik się napełnił. Żegnamy się z Agnieszką i Konradem, Marcin z Katarzyną jeszcze śpią, więc zrobimy to już zdalnie. Wsiadamy w kampera i obieramy kierunek na Wrocław.

Niedziela więc drogi puste więc po jakiś 7 godzinach jesteśmy prawie na miejscu. Prawie, bo dziś do miasta się nie pchamy. Robimy sobie biwak w Lasach Milickich, na naszej ulubionej miejscówce na grzyby, gdy jeszcze mieszkaliśmy we Wrocławiu. Niedziela, więc ludzi w lesie zatrzęsienie, więc nawet dziś nie idziemy w nasze miejsca.

Telefon do znajomych, Agnieszka z Arkiem mają przywieźć patelnie do smażenia grzybów, bo my nie zabieraliśmy żadnych biwakowych klamotów, żeby z powrotem zabrać jak najwięcej naszych skarbów z domu wrocławskiego na Polesie. Dojechał też Krzysiek, ale bez Magdy, bo jutro rano ma na rano do pracy. No to wspólne ognicho, dobrze, że zdążyliśmy coś na patyk wrzucić, bo chwila nieuwagi i Krzyśkowy pies zrobił sobie ucztę kiełbasianą.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.