W końcu w lesie

Po tygodniu w rozjazdach ruszyłem w końcu do lasu. Dopiero po południu, bo w noc i przedpołudnie było deszczowe. Nie liczyłem na cuda, bo to niedziela, bo cały tydzień nie padało, ale spacer można zrobić. Kasia została w domu, bo zaczęło się jej księgowanie. O dziwo grzybów nazbierałem całkiem sporo, ale widać że takie pozostałości ostatniego wysypu, młodziutkich praktycznie nie było, może po dzisiejszych deszczach coś ruszy za kilka dni. Oprócz grzybów na siedlisko przywiozłem stary garnek. Mijałem go nie raz w środku lasu i się zastanawiałem, skąd on się tam wziął? Dziś postanowiłem dać mu nowe życie i wylądował na naszym płotku, nawet kolorystycznie pasuje do barw siedliska 😉

Po powrocie z grzybów czekał na mnie pyszny gorący rosół. Po obiedzie zabrałem się za łupanie smolnych deseczek, które kiedyś dostałem od kolegi Zbyszka. Miały być do rozpalania grilla czy ogniska. Trochę ich zużyłem, ale zostało ich jeszcze sporo. Teraz przydadzą się do rozpalania w piecu. s tak smolne, że odpalają od jednej zapałki.

Potem czekał na mnie stół grzybów do obrobienia. Kasia chciała mi pomóc, ale stwierdziłem, że jej praca ważniejsza i sam je ogarnąłem. i tak zleciała niedziela, a jutro jak pogoda pozwoli biorę się za drugie okno.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.