Dziś musieliśmy dotrzeć do Baligrodu, gdzie dopisaliśmy się do spisu wyborców. Rano śniadanie i jajecznica z rumuńskich jajek, które dostaliśmy od Ani i Mariusa, były pyszne. Jadąc na wybory zrobiliśmy sobie kilka przystanków. Pierwszy zrobiliśmy w miejscu o nazwie Progi Nasiczniańskie, to niewielkie kaskady na potoku, ale całkiem spore jak na bieszczadzkie warunki.







Kolejny przystanek przy dawnym kamieniołomie w Berehach, za którym też można zobaczyć całkiem fajną kaskadę.








Przerwa na foto pod Przełęczą Wyżną. Chmury nawet trochę odsłoniły Połoninę Caryńską, ale pogoda nadal kiepska i zimno.




W Wetlinie krótki przystanek, by zobaczyć nowość w tej miejscowości, a mianowicie Ławeczkę Władysława Nadopty, czyli słynnego Majstra Biedy. Bohatera piosenki Wojtka Belona, wówczas lidera zespołu Wolna Grupa Bukowina.





W jabłonkach zajrzeliśmy też na stare cerkwisko, gdzie oprócz prawosławnych pochówków, leży też trochę wojaków z I Wojny Światowej. Wpadliśmy jeszcze na miejsce, gdzie zaginęła Parchatka, ale żadnego śladu.










Dotarliśmy w końcu do naszego lokalu wyborczego, gdzie popsuliśmy trochę statystyki preferencji wyborczych podkarpacia.


Obowiązek spełniony, można odpoczywać, choć nie do końca, bo Kasia nadal musi siedzieć jeszcze przed komputerem i księgować. Na dzisiejszy wieczór wyborczy wybieramy wiatę w Rabem. Mamy starlinka, więc będziemy wieczorem oglądać co tam Polska wybrała. Po drodze odwiedzamy naszych przyjaciół Marcina i Ewę, którzy z racji wykonywanego zawodu mieszkają w leśniczówce w pobliżu wiaty. Kawka opowieści i wspominki ze starych dobrych czasów i jedziemy pod wiatę. Marcin z Ewą mają przyjść do nas wieczorem na jakieś winko i coś z rusztu. Kasia bierze się za pracę, a ja walczę z ogniem, by przetrwać w wiacie paskudną pogode.







Pod wieczór dojeżdża do nas Andrzej, a zaraz po nim przychodzi Ewa i Marcin z całym potomstwem, a nawet inwentarzem, bo psem i trzema kotami. Imprezka trwa do 21, a potem wszyscy wpatrzeni w ekran na pierwsze wyniki sondażowe. No nie jest źle, ale też nie jest dobrze. Gdy już ochłonęliśmy, skomentowaliśmy wyniki, pora była zakończyć wieczór wyborczy. Sceliny wrócili do leśniczówki, a my do kamperów.










Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
