W końcu przyszedł czas na kolejną bałkańską przygodę. Kilka ekip, kilka krajów i tylko na początku pogoda kiepska. Załogi z Wrocławia, Warszawy, Sanoka i Paryża, czyli z roznych zakątków, więc kompletujemy się w całość dopiero w Chorwacji. Wcześniej w okrojonym składzie ruszamy z Wrocławia i dojeżdżamy na południe Czech.





Rano dobija do nas Staszek z Sanoka wraz z małżonką, a już w Chorwacji Andrzej, który jechał z Paryża. Pogoda paskudna, ale co zrobić. Jedziemy zobaczyć Plitwickie Jeziora, bo z całej ekipy oprócz mnie nikt tam nie był. Kilka lat temu znalazłem tam fajną miejscówkę na biwak, więc przynajmniej to nam odpada, jedziemy na sprawdzone miejsce. W deszczu rozbijamy biwak i łączymy dwie bazy, by było gdzie posiedzieć.




Rano bez zmian, pada. No trudno, Jeziora Plitwickie zwiedzimy w deszczu. Jemy śniadania i jedziemy na parking przed rezerwatem. Autobusem jedziemy do góry, by odbyć wycieczkę w dół. Opady mają jeden plus, wszystkie wodospady są dużo potężniejsze niż latem czy jesienią i nie ma praktycznie ludzi, normalnie są tu dzikie tłumy. Ale są też minusy, niektóre kładki są zamknięte, gdyż znalazły się pod wodą.









































































Nieźle przemoczeni wróciliśmy do samochodów i udaliśmy się w kierunku Parku Narodowego Krka. Im bliżej wybrzeża, tym pogoda robiła się coraz lepsza. Jeszcze przed Parkiem Narodowym wypatrzyliśmy nasłonecznioną łąkę i wjechaliśmy tam na biwak, by wysuszyć ciuchy, namioty a nawet śpiwory, które od wilgoci panującej przez ostatnie dni, sprawiały wrażenie też wilgotnych. Wieczorem wspólna posiadówka, ale wszyscy dosyć szybko poszli spać, bo dzisiejszy dzień dał wszystkim ostro popalić.














Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
