Choć wpis zatytułowany jest Bułgaria, to nadal tranzytowo jesteśmy w Rumunii. To pierwszy poranek, kiedy wjechaliśmy do kraju Drakuli. Jak zwykle polega on na typowych czynnościach poranno– biwakowych.




Choć naszym głównym celem jest Bułgaria, to przejazd przez Rumunię też postanowiliśmy wykorzystać na odwiedzenie fajnych miejsc. Kiedyś słyszałem o wiosce w Rumunii, której zabudowa jest na planie koła. Charlotenburg był teraz prawie po drodze, więc postanowiliśmy zobaczyć to miejsce. Trochę jednak się rozczarowaliśmy, gdyż wieś z poziomu człowieka wyglądała jak każda inna. W tych czasach amatorskie drony chyba nie były jeszcze dostępne, więc dla zobrazowania kształtu miejscowości zamieszczę zdjęcie satelitarne z map Google.
Wieś Charlottenburg, występująca też pod nazwą Şarlota ma nietypowy układ i kształt. Jest okrągła, w centrum wioski droga tworzy ogromne rondo o średnicy 210 metrów, do którego prostopadle wybudowano domy. Wieś znajduje się około 50 km na północny wschód od miasta Timisoara i powstała ponad 200 lat temu. Została założona w 1771 roku przez niemieckich osadników, w czasie jak Banat był częścią Imperium Habsburgów. Przeniesiono tu wtedy 32 rodziny pochodzące z prowincji Trydentu. W 1876 roku mieszkańcy w centrum wsi wznieśli kościół, a w 1896 zbudowano szkołę i oddalony o dwa km dworzec kolejowy. Cała miejscowość została uznana przez Ministerstwo Kultury za pomnik historyczny i umieszczono ją na liście zabytków.






Z Charlotenburg ruszyliśmy w kierunku Dunaju. Była już pora obiadu, więc odwiedziliśmy restaurację z poprzedniego wyjazdu. I zamówiliśmy sprawdzone danie z ryby, które nam bardzo smakowało.


Jeżeli czytaliście naszą poprzednią relację z Rumunii, to pewnie znane będą wam atrakcje które częściowo zobaczymy ponownie. Jednak tym razem będziemy je widzieć z poziomu wody. Przy rzeźbie Decebala wynajęliśmy łódź motorową i ruszyliśmy na wycieczkę po Dunaju.







Jednak kiedy byliśmy tu miesiąc temu, nie wszystko udało nam się zobaczyć, gdyż niektóre atrakcje Przełomu Dunaju są dostępne tylko z wody. Chyba, że stan poziomu wody Dunaju jest na tyle niski, że można spróbować od strony lądu. Pierwszym takim miejscem była Peştera Veterani.
Jaskinia Weteranów ma dosyć ciekawą historię i przed spiętrzeniem Dunaju zaporą Żelazne Wrota, często służyła za schronienie dla ludzi. W czasach starożytnych była ona miejscem kultu boga Daków, Zamolxe odpowiednika greckiego Zeusa. Miejscowe legendy mówią, że przez otwór w ścianie jaskini, rano wpadał promień słońca, który który oświetlał ołtarz Dacki na którym składano w ofierze ptaki dla bogów. Opowieść wydaje się być potwierdzona przez dużą ilość kości ptasich znalezionych przez archeologów w środku. Inna legenda głosi, że ukryto tu słynny skarb cesarzowej Marii Teresy. Natomiast nazwa jaskini pochodzi od tego, że schronili się tu przed Turkami weterani Casarstwa Austriackiego. Obecnie dostęp do jaskini Weteranów jak i sąsiedniej Jaskini Ponicova możliwy jest tylko drogą wodną. Peştera Veterani nie jest zbyt wielka jej długość wynosi 173 m., a otwór znajduje się 70 m nad lustrem Dunaju. W sezonie za wstęp pobierana jest opłata, ale w zamian osoba pobierająca opłatę oprowadza też po grocie i opowiada jej historię.






Kolejną atrakcją była Peștera Ponicova. Jaskinia Ponicova, jest największą jaskinią Przełomu Dunaju. Jednak w odróżnieniu od swojej sąsiadki można się też do niej dostać z lądu, bo grota posiada aż trzy otwory wejściowe. Od lądu do jaskini dostaniemy się z Wąwozu Ponicovei. Trzecie wejście z lądu jest trudno dostępne i raczej tylko dla wspinaczy. My do jaskini wpłynęliśmy łodzią, otworem przez który wlewają się do niej wody Dunaju. Jaskinia ma 1660 m długości i posiada dwie duże galerie. Największa nietoperzy, zamieszkana jest licznie przez te stworzenia. Dolna część groty zalana jest wodami Dunaju, które umożliwiają częściowo wpłynięcie do środka łodzią. Jaskinia Ponicova, czasami nazywana jest też Jaskinią Gura Apei lub Jaskinią Nietoperzy.





Wróciliśmy na ląd i przy okazji odwiedziliśmy ponownie Monastyr Mraconia. Nie będę już go opisywał, bo zrobiłem to już przy okazji relacji z przed miesiąca. Wtedy jednak nie zobaczyliśmy wnętrza cerkwi, gdyż odbywało się nabożeństwo. Teraz nadarzyła się taka okazja, więc skorzystaliśmy i weszliśmy do wnętrza bogato zdobionej cerkiewki.




Program zwiedzania na ten dzień został wyczerpany. Pozostało już tylko znaleźć miejsce na biwak. Za miastem Orszowa skręciliśmy w boczną drogę i znaleźliśmy odpowiednią łąkę. Nazajutrz mieliśmy w końcu wjechać do Bułgarii, gdzie miał dołączyć do nas jeszcze Andrzej.





Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
