Po wczorajszym deszczu dziś od rana świeciło już słońce. Tak jak wczoraj postanowiliśmy, dziś sie nigdzie nie ruszamy. Miał być odpoczynek na świeżym powietrzu, ale robota jeszcze nie skończona. Kasia po śniadaniu dzielnie księguję, ja siedzę na telefonie i załatwiam sponsorów na najbliższy zlot Grupy Biwakowej.

Wczoraj wieczorem, Kasia skończyła swoje dzieło, z którym walczyła przez wiele wieczorów.

Przed obiadem zrobiłem mały rekonesans okolicy. Spacer na zaporę i nad jezioro. Wody w zbiorniku trochę mało, ale jezioro całkiem spore, co widać dopiero jak się wzbijemy w przestworza.












Gdzieś w kamperze zawieruszyło się wino figowe, które jakiś czas temu kupiliśmy. Kiedyś mieliśmy okazję spróbować podobne w Bułgarii w Melniku, dziś spróbowaliśmy portugalskie.

Dziś obiadek na świeżym powietrzu 🙂

Parchatka buszuje gdzieś po krzaczorach, a w kamperze koty harcują i wyjadają jej żarcie 🙂

I tak miał być dzisiaj odpoczynek, ale nie wyszło, nawet teraz Kasia jeszcze księguje, więc zostajemy tu jeszcze na jeden dzień, by odpocząć 🙂
Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
