Wczoraj wieczorem snuliśmy plany na jutrzejszy dzień, może jakaś inna miejscówka i jeszcze wspólne ognisko z Alą i Krzyśkiem. Ale tak się złożyło, że Krzysiek jest dekarzem, a Kasi szwagier ma jakąś nieszczelność przy kominie w domu. Krzysiek zgodził się rzucić na to okiem i obraliśmy kierunek na Beskid Sądecki.

Na miejscu, zanim poszło w ruch piwo, Krzychu wyszedł na dach, znalazł prawdopodobną przyczynę, naprawił usterkę i mogliśmy cieszyć się widokami popijając piwko. Grażyna z Leszkiem przygotowali pyszny obiad, a wieczorem zasiedliśmy do grilla. Niestety trzeba było chować się za domem, bo w góry zawitał Halny.






Wcześniej poczyniliśmy drobne zakupy na adres sądecki, jednym z bajerów jest jakiś nowy model kuchenki. Teoretycznie dwa razy mocniejsza, niż te zwykle spotykane. Wygląda fajnie, ale nie było czasu na testy. Wrażeniami się podzielę jak ją użyjemy.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
