Dzień rozpoczął się pogodnie i pysznymi grzankami. Jakaś hiszpańska buła, szynka, dwa rodzaje sera, pomidor i w piekarnik, potem majonez i keczup. Swoje dzieła trzeba utrwalać 😉



Rano w sąsiedztwie zobaczyliśmy Iglesia de Santa Elena de Abaiz, który był wczoraj schowany w chmurach. To kościół w wyludnionym rejonie Nawarry w Abaiz, sprzedany w 1927 roku przez swojego właściciela, księcia Granady, spółce utworzonej przez mieszkańców Lerga. Ruiny kościoła, które teraz widzimy, są prawdopodobnie częścią klasztoru San Pedro, który wraz ze spadkiem i dziesięcinami został podarowany klasztorowi w Leyre przez Doña Oria Aznar w 1095 roku.



Dojeżdżając do asfaltu rzuciliśmy okiem na wioskę Eslava. Nie zajechaliśmy już do niej, bo takich malowniczy wiosek jest tutaj na pęczki. Tym bardziej, że zmierzaliśmy do jednej z najpiękniejszych.


Tą najpiękniejszą była wioska Ujué. Zgubiona pośród gór, z pięknym warownym kościołem i mega wąskimi uliczkami. Koty dopełniły uroku temu miejscu. Wieś słynie też z wina i karmelizowanych migdałów. Oba te specjały zakupiliśmy. Wieś położona jest w paśmie górskim Ujué na wysokości 815 m n.p.m., dominując nad Pirenejami i terenami Ribera de Navarra. Ze względu na swoje położenie geograficzne stanowi historyczną enklawę obronną, zachowującą swój średniowieczny wygląd brukowanych uliczek i domów skupionych wokół kościoła-twierdzy Santa María z XI wieku. Należy do stowarzyszenia Najpiękniejszych Miast w Hiszpanii.
Kościół-twierdza Santa María jest romańską świątynią-twierdzą odnowioną w XIV wieku i stanowi wspaniały przykład gotyku Nawarry. Wewnątrz mieści się wiele dzieł sztuki. Wśród nich wyróżnia się, za gotycką kratą, obraz Matki Boskiej z Ujué, datowany na około 1190 rok i pokryty srebrem w XIV wieku, wielkie dzieło romańskiego wyobrażenia z Nawarry. Zachowało się w nim także serce króla Karola II Złego , za którego panowania zbudowano gotycką część świątyni.

















































































Z Ujué udaliśmy do miasteczka Olite. To kolejna perełka Navarry. Głównym zbytkiem jest tu kompleks zamkowo-pałacowy w Olite, który był rezydencją królów Nawarry aż do połączenia królestwa unią z Kastylią w XVI wieku. Przebudowano go w wiekach XIII i XIV, ale jego najważniejszy rozwój nastąpił za czasów króla Karola III Szlachetnego. Zwiedzanie można rozpocząć od Starego Pałacu, w którym mieści się dziś hotel kategorii Parador de Turismo, gotyckiego kościoła Santa María i romańskiego kościoła San Pedro z krużgankiem i gotycką wieżą zwieńczoną iglicą.


































Dzień zakończyliśmy w mieście Tafalla, chyba najmniej ciekawe z dzisiejszych miejscowości. Trochę zaniedbane i mniej turystyczne, co też miało swój urok. A może po dwóch wcześniejszych perełkach mieliśmy już inne odczucia? Zobaczycie sami na zdjęciach. Miasto znane jest z wielu bogatych domów (Palacio) i pięknych kościołów. Niestety wszystkie zamknięte, doszliśmy do wniosku, że im bardziej katolicki kraj, to kościoły bardziej pozamykane. W laickiej Francji, czy Czechach praktycznie wszystkie są otwarte, czy to dla wiernych, czy turystów. Byliśmy tu w porze obiadowej, więc nie obyło się bez Tapas, żywimy się nimi od przyjazdu do Hiszpanii, są zajebiste i jest tyle rodzajów, że jeszcze minie wiele dni zanim wszystkie spróbujemy.








































W Tafalla zostaliśmy też na nocleg. spróbowaliśmy zakupione dziś wino i migdały, naprawdę dobre.








Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
