Rano mieliśmy jechać do Katerini na Targ, ale padało nadal dosyć ostro i chyba nie było sensu jechać, bo nie wiadomo, czy targ się rozłożył w taką godzinę, jeśli tak, to pewnie nie będzie zbyt duży i chodzenie w deszczu, też mało przyjemne. Do tego jeszcze okazało się, że rozładował nam się akumulator rozruchowy. Jesteśmy podpięci do prądu, ale ten doładowuje tylko akumulatory hotelowe. Kamper stał już kilka dni bez odpalania, a na rozruchowym jako TV podłączony był tablet całymi dniami, lub grała jakaś muzyczka, ładowały się telefony. I tak powoli wyssaliśmy rozruchowy z prądu. Podłączyłem prostownik, podładowaliśmy godzinkę i auto odpaliło. Katerini odpuściliśmy na lepszą pogodę i wybraliśmy się na zakupy bliżej. Najpierw chińskie centrum, potem spożywka i wróciliśmy do naszej bazy. Dobrze, że kamper jest na chodzie i możemy gdzieś blisko wyskoczyć, ale też jest obawa, żeby skrzynia nie padła całkiem. Może zrobić jeszcze i kilkaset kilometrów, a może równie dobrze posypać się po pięciu.

Obczailiśmy też w pobliżu pralnię, żeby czas przymusowego postoju wykorzystać na pranie i inne techiczne sprawy.


Po naszym powrocie przestało padać, więc w końcu trochę posprzątaliśmy w środku i wywietrzyliśmy nasz domek. Dziś były nawet krótkie chwile ze słońcem. Wypuściliśmy tez rudasy na wybieg. Od początku przychodzi tu jakaś okoliczna kotka. Okazało się, że cała trójka nawet się dogaduje, ale na dystans. Apollo smoli do dziewczynki cholewy, ale ta na niego prycha, natomiast Atena prycha na miejscową kotkę, ale wojny i ataków nie ma. Fajnie bo nasze zbóje mogą się wybiegać.








Od dwóch dni chodził za nami rosół. Dziś zakupiliśmy całego kurczaka, by potem mięsko z rosołu zrobić w galarecie. Niestety nie udało nam się kupić selera i korzenia pietruszki. Na szczęście była natka, marchewka i por. Rosołek dochodził długo i był pyszny.


Potem sjesta i wieczór z kotami, które wykradają czipsy.




Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
